14 January 2013

pierwszy dzień w Bangkoku / our first day in Bangkok


Znów w drodze! W sobotę wylecieliśmy z Warszawy via Doha do Bangkoku. 24 godziny w drodze (włączając pociąg z Krakowa do Warszawy). Co za tym idzie przyjechaliśmy skonani. Na szczęście zatrzymaliśmy się w bardzo wygodnym hotelu w centrum Bangkoku i mogliśmy po przylocie odpocząć sobie, przespać się i dopiero popołudniem wyruszyć na spacer, pyszną kolację i czywiście piwo :-)
Dziś wstaliśmy wcześnie by spokojnie zjeść śniadanie po czym udaliśmy się do Ambasady Birmy (Myanmar) by załatwić wizę. Przed ambasadą zastaliśmy ogromną kolejkę, która jescze urosła zanim otwarto drzwi o 9.00. Na szczęście obsługa dosyć sprawnie załatwia turystów i już po 10.00 byliśmy wolni. Poszliśmy spacerem na dworzec kupić bilety do Chiang Mai, dokąd udajemy się jutro. W południe postanowiliśmy odpocząć na hotelowym basenie (zdjęcie u góry). Mieści się on na 20 piętrze naszego hotelu i rozciągają się stamtąd piękne widoki na panoramę miasta. Pogoda jest rzeczywiście przyjemna, niezbyt gorąco, około 28-30 C, niezbyt wysoka wilgotność, świeci słońce i wieje wiaterek (no przynajmniej na 20-tym piętrze :-))Po południu odebraliśmy wizy, zrobiliśmy drobne zakupy owocowe na drogę na jutro i skusiliśmy się na grillowaną rybkę i piwo. Wieczorem ponownie udaliśmy się na pobliski targ na kolację - "pad thai" (klasyczny tajski stir-fry z noodli), smażone krewetki, słodko-kwaśny kurczak, a na deser mango ze "sticky rice" (lepkim ryżem) polanym słodkim kokosowym sosem. Palce lizać!
Tak więc tym razem nie będzie zdjęć świątyń i zabytków Bangkoku, ale to już na tym blogu było parę razy (z naszej pierwszej podróży 2 lata temu i poich późniejszych wyjazdów). Będziemy tu zresztą jeszcze wracać i mamy w planie kilka ciekawych miejsc o których oczywiście napiszę.
To tyle na razie. Idziemy zaraz spać, bo jutro mamy wcześnie pociąg do Chiang Mai (centralno-północna Tajlandia) i czeka nas 12 godzin w podróży. 


Parę widoczków znad hotelowego basenu. / Some views from our hotel pool.


We arrived in Bangkok yesterday afternoon after a long, tiring journey. The weather here is very nice, not too hot and little humidity. Today we managed to get our visas for Myanmar (Burma) so tomorrow we are going to Chiang Mai (Central Thailand) via Thai railways. We managed to find a nice little eating area only 10 minutes from our hotel and already have indulged ourselves in some great Thai food and beer. We spent a realxing few hours on the hotel rooftop swimming pool (photo at the top) with great views of Bangkok from 20 floors up.
It is an early night tonight as our train leaves tomorrow at 08.30 AM. More news once we get established in Chiang Mai.


I widoczki z lokalnego targu blisko hotelu. / And views from our local market near the hotel.


8 January 2013

kolejne curry z dyni i przedwyjazdowa krzątanina


Ostatnio tutaj cisza, a to najpierw za sprawą gorączki przedświątecznej, później zamiast pichcić, piec i cieszyć się Świętami leżałam w łóżku z okropnym przeziębieniem! Nieczęsto mi się to zdarza, lecz niestety w odstawkę na kolejny roku poszły plany pieczenia nowego ciasta, pasztetu i innych specjałów na Boże Narodzenie. W zasadzie dopiero po Nowym Roku poczułam się dobrze i od razu wpadłam w wir zajęć i przygotowań do naszej kolejnej podróży. Mieliśmy pewne alternatywne kierunki, lecz koniec końców padło na Azję. Przyznam otwarcie, że skusiło nas jedzenie :-) By poznać nowe miejsca postanowiliśmy wybrać się do Birmy i na Filipiny! A do tego na parę tygodni do Tajlandii, gdzie dwa lata temu dosłownie przebiegliśmy przez północ i zatrzymaliśmy się trochę na południu. Tym razem chcemy spędzić tydzień w uroczym mieście, pełnym zabytków, targów i wyjątkowego uroku - krótko mówiąc pojedziemy do Chiang Mai, a na koniec podróży wrócimy do cichego i spokojnego Prachuap nad morzem, by odpocząć i naładować baterie przed powrotem do domu na Wielkanoc :-) A w międzyczasie cztery tygodnie w Birmie i trzy tygodnier na Filipinach! Tak, tak - ponownie wybieramy się na dłużej - blisko dwa i pół miesiąca "w drodze".
Żeby wczuć się w azjatyckie klimaty upichciłam pysznie aromatyczne curry rodem ze Śri Lanki. Podobne curry z dyni już gotowałam, ale znalazłam nowy przepis i chciałam go wypróbować. Nie muszę dodawać, że wyszło pysznie! 
To już ostatni wpis przed naszym wyjazdem w sobotę, fizycznie nie zdążę już nic więcej napisać przed wylotem. Następne wieści będą już relacjami, również kulinarnymi, z naszej podróży :-) 

Curry z dyni w nowej wersji
1 łyżka oleju kokosowego lub zwykłego
1 cebula pokrojona na cienkie półplasterki
3 ząbki czosnku, posiekane
1 łyżka posiekanego drobno świeżego korzenia imbiru
4 małe lub duże świeże chilli - ja dałam 1/2 łyżeczki chilli mielonego
1 łyżeczka mielonych ziaren gorczycy
1 łyżeczka całych ziaren gorczycy
2 łyżeczki nasion kozieradki (fenugreek)
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka mielonego kminu
3 łyżeczki płatków suszonej ryby (tuńczyka) - opcjonalnie
2 gałązki świeżych listków curry
2 kawałki cynamonu (po ok. 5 cm)
500 g dyni, pokrojonej w kostkę (1-2 cm)
2 szklanki mleczka kokosowego
2 kopiate łyżeczki przyprawy curry ze Śri Lanki - prażonej
2 łyżki kokosowo-ryżowego miksa
sól do smaku
W rondlu rozgrzewamy olej, dodajemy cebulę i smażymy aż się zeszkli. Dodajemy pozostałe składniki/przyprawy według listy i smażymy przez chwilę mieszając. Dodajemy dynię i mleczko kokosowe i gotujemy na małym ogniu ok. 15 minut - aż dynia będzie miękka. Gdyby mleczko kokosowe zbytnio wyparowało dolewamy nieco więcej, by curry nie było "suche". Gotowe curry doprawiamy solą do smaku.
Gdy curry się gotuje, prażymy 2 łyżki ryżu na suchej patelni przez kilka minut aż stanie się jasnobrązowy, przekładamy do naczynia i podobnie prażymy wiórki kokosowe - również 2 łyżki. Mieszamy następnie razem i ubijamy w moździeżu lub mielimy w młynku do kawy. Godajemy do gotowego curry 2 kopiate łyżeczki prażonej przyprawy curry oraz 2-3 łyżki naszego ryżowo-kokosowego miksa (dodaje aromatu i zagęści sos).
Curry podajemy z białym ryżem. Smacznego!
               




20 December 2012

curry puffs - paszteciki orientalne


Czas nagle przyspieszył, zresztą tak jest co roku przed Świętami i jak co roku obiecuję sobie przygotować różne specjały i oczywiście nie nadążam :-) Brak mi też czasu na blog, ale mam nadzieję, że to się zmieni już wkrótce.
Dziś proponuję pyszne, aromatyczne paszteciki - curry puffs. Przygotowałam je dwa tygodnie temu jako zakąskę na indyjską kolację, na którą zaprosiliśmy naszych znajomych. Nadzienie jest zasadniczo identyczne z tym jakie przygotowywuje się do indyjskich samos. Paszteciki wyszły pysznie i kilka dni później je powtórzyłam, tym razem do czerwonego barszczyku. Myślę, że są bardzo udaną alternatywą dla tradycyjnych pasztecików i można je sobie szybko przygotować do barszczyku na przykład po Świętach.

Curry Puffs

1 opakowanie ciasta francuskiego
250 g ziemniaków ugotowanych w osolonej wodzie i odcedzonych
1/2 szklanki mrożonego groszku (podgotować kilka minut i odcedzić)
1-2 łyżki oleju
1/2 łyżeczki nasion gorczycy
1/2 łyżeczki nasion kminu
1-2 zielone chilli (świeże)
1nieduża cebulka drobno posiekana
1/3 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
1/2 mielonego kminu
sól

Na rozgrzaną patelnię wlewamy olej i dodajemy gorczycę i kmin, smażymy parę minut, dodajemy następnie cebulkę i smażymy aż stanie się lekko szklista. Dodajemy pozostałe przyprawy i smażymy chwilę do wydobycia się aromatu. Dodajemy następnie rozgniecione wcześniej ziemniaki i mieszamy łyżką smażąc i rozdrabniając ziemniaki (lekko zmiażdżyć). Gdyby mieszanina była zbyt sucha dodać odrobinę gorącej wody. Na koniec dodajemy podgotowany groszek, mieszamy i dosalamy do smaku. Jak ktoś lubi bardzo pikantne jedzonko polecam dodać nieco ostrej papryki (mielonej).
Gdy nasze nadzienie nieco przestygnie przygotowujemy ciasto. W tym celu je rozwijamy i kroimy kwadraty ok 8-9 cm lub wycinamy kółka podobnej wielkości. Nakładamy łyżeczką farsz, zlepiamy brzegi i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do ok. 200 C i pieczemy ok 20 minut aż się ładnie zbrązowią.
Podajemy jeszcze gorące lub chłodne - jako zakąskę lub do barszczyku.





2 December 2012

ciasto dyniowe z orzechami i kilka fotek z mojego wyjazdu


Może zacznę od tego, że ciasto wyszło nadspodziewanie smaczne :-) Pachnące przyprawami korzennymi, wilgotne, delikatnie pomarańczowe i do tego z pysznym serkiem na wierzchu. Szybko znika, to jego jedyna wada ;-)

Ciasto dyniowe z orzechami

300 g maki pszennej tortowej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki sody
300 g drobnego cukru do wypieków
3 łyżeczki przyprawy korzennej (użyłam angielskiej "mixed spice")
175 g orzechów włoskich
1/2 łyżeczki soli
4 jajka
200 g masła roztopionego
skórka starta z 1 pomarańczy
1-2 łyżki świeżego soku z pomarańczy
500 g miąższu dyni

250 g serka mascarpone
70 g cukru pudru
skórka otarta z 1 pomarańczy
2-3 łyżki soku z pomarańczy

kilka łyżek soku z pomarańczy do naponczowania ciasta

Mąkę, sodę, proszek do pieczenia, przyprawę korzenną, cukier, orzechy, sól i startą skórkę z pomarańczy mieszamy w dużej misce. W osobnym naczyniu rozbełtujemy widelcem jajka, dodajemy rozpuszczone, lekko przestudzone masło (by jajka nam się nie ścięły) oraz sok z pomarańczy i mieszamy. Następnie przelewamy do suchych składników i mieszamy dokładnie. Dynię ścieramy na tarce o dużych oczkach i dodajemy do ciasta, mieszamy.
Tortownicę (28 cm średnicy) smarujemy masłem i wykładamy spód papierem do pieczenia. Ciasto przelewamy do formy i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 C. Pieczemy ok 35-45 minut - zależy dyni (ile wody ma w sobie). Koniecznie sprawdzamy patyczkiem czy ciasto jest upieczone, w razie potrzeby dopiekamy jeszcze kilka minut. Studzimy w tortownicy na kratce.
Gdy ciasto niceo przestygnie ale nadal jest ciepłe - ponczujemy sokiem pomarańczowym - ja użyłam ok 6-8 łyżek soku.
Wystygnięte ciasto przekładamy na talerz.
Serek mascarpone przekładamy do miseczki, dodajemy cukier puder, skórkę otartą z pomarańczy i 2-3 łyżki soku, mieszamy dokładnie i przekłądamy na nasze ciasto.
Gotowe!


A poniżej kilka zdjęć z Tajlandii i Singapuru z mojego ostatniego wyjazdu :-)










25 November 2012

Macaroni cheese z brokułem



Dziś spędziłam sporą większość dnia w kuchni. Zaczęło się od Świątecznego Puddningu Bożonarodzeniowego, który w Anglii tradycyjnie przygotowuje się w ostatnią niedzielę przed Adwentem (tzw. Stir-up Sunday). Przygotowanie puddingu zajmuje może pół godziny, każdy z członków rodziny powinien go zamieszać, przekłada się go następnie do ceramicznej formy i gotuje na parze przez...... 8 godzin! Tak przygotowany pudding czeka potem na Boże Narodzenie zawinięty w folię w jakimś chłodnym miejscu. Przed podaniem ponownie się go stawia na parze by był gorący i podaje z pysznym sosem rumowym. To już mój trzeci taki pudding. Smakuje o niebo lepiej od kupnego i do tego jaka satysfakcja!
Gdy pudding się gotował przygotowałam na nasz dzisiejszy obiad najlepszą na świecie zupę jesienno-zimową czyli żurek oraz klasykę angielską - macaroni cheese - makaron zapiekany w sosie serowym. By nieco uatrakcyjnić to danie i pod kątem wizualnym i smakowym - dodałam do niego lekko zblanszowanego brokuła. Wyszło pysznie!!!

Macaroni cheese z brokułem
porcja dla 4 osób

700 ml mleka tłustego
1 cebula obrana
1 ząbek czosnku obrany
1 liść laurowy
4-5 całych goździków
3-4 ziarenka ziela angielskiego
kilka ziaren pieprzu
2 łyżki masła
50 g mąki
200 g sera cheddar dojżałego
350 g makaronu (penne/kolanka)
1 świeży brokuł
sól/pieprz do smaku

Mleko przelewamy do rondelka, dodajemy czosnek, listek laurowy, ziele angielskie i ziarenka pieprzu. Cebulę przekrawamy na pół i wbijamy do niej goździki, dodajemy do mleka. Powoli zagotowujemy, zdejmujemy z ognia, przykrywamy i zostawiamy na pół godziny by mleka nabrało aromatu.
Gotujemy makaron prawie al dente - tak by był odrobinę twardy, odcedzamy i przelewamy zimną wodą. Brokuła kroimy na małe różyczki i blanszujemy. Odcedzamy i przekładamy do miski z bardzo zimną wodą by brokuł nie stracił koloru.
Mleko odcedzamy. W rondlu rozpuszczamy masło i gdy jest gorące, dodajemy mąkę i smażymy naszą zasmażkę mieszając przez parę minut. Powoli dodajemy mleko cały cxzas mieszając by nie powstały nam grudki. Całośc zagotowujemy i po paru minutach ściągamy z ognia. Dodajemy 3/4 startego sera i mieszamy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Dodajemy makaron i mieszamy dokładnie, dodajemy brokuły, mieszamy jeszcze raz. Ceramiczną formę smarujemy masłem, przekłądamy makaron w sosie i posypujemy po wierzchu pozostałym serem. Wkłądamy do piekarnika nagrzanego do 190 C na około 20-25 minut - aż całośc będzie gorąca  i lekko zrumieniona na wierzchu. Podajemy od razu!




22 November 2012

Pyszne curry na mój przyjazd


Wczoraj wróciłam z moich wojaży. Długa podróż (ponad 24 godziny) i różnica czasu (7 godzin) jeszcze przez parę dni będzie dawać mi się we znaki. 
Mój drogi mąż przygotował orientalną ucztę na moje przybycie - curry z kurczaka ze szpinakiem, tarka dal oraz bengalskie curry z dyni i cieciorki. Pycha! W następnym poście więcej zdjęć z podróży, a dziś przepisy na pyszne indyjskie dania w wykonaniu mojego męża. Oryginalne przepisy według Anjum Anand.

Curry z kurczaka ze szpinakiem

500 g świeżych liści szpinaku, bobrze wypłukanych
6 łyżek oleju
3 czarne kardamony
2 listki laurowe
ok. 5 cm cynamonu
3-4 zielone chilli, nacięte wzdłuż
1 duża cebula, posiekana
2 cm świeżego korzenia imbiru, obrany i posiekany
11 ząbków czosnku, obrane
3 duże pomidory, pokrojone na ćwiartki (można sparzyć i obrać ze skórki)
800 g kawałków kurczaka z kością - bez skóry
2 łyżeczki mielonej kolendry
1 i 1/2 łyżeczki przyprawy garam masala
sól do smaku
4 łyżki jogurtu naturalnego
świeżo zmielony pieprz

W blenderze miksujemy szpinak na pure dodając 1-2 łyżki wody, odstawiamy na bok.
Rozgrzewamy olej w rondlu, dodajemy kardamon, liście laurowe i cynamon oraz smażymy 20-30 sekund. Dodajemy zielone chillii cebulę i smażymy dalsze 4-5 minut aż cebula się skarmelizuje. W tym czasie miksujemy w blenderze imbir, czosnek i pomidory do uzyskania gładkiej konsystencji. Gdy cebula się skarmelizuje dodajemy sos pomidorowy, kawałki kurczaka i pozostałe przyprawy, mieszamy dokłądnie, doprawiamy solą do smaku i dusimy ok. 15 minut mieszając od  czasu do czasu. Dodajemy jogurt, mieszamy i smażymy aż sos bardzo zgęstnieje. Dodajemy pure ze szpinaku i dusimy dalsze 10-12 minut, aż kurczak będzie ugotowany. Przyprawiamy do smaku solą i pieprzem i podajemy z ryżem basmati.

Bengalskie curry z dyni i cieciorki

3 łyżki oleju
duża szczypta asafetydy
1 liść laurowy
1/2 łyżeczki przyprawy panch phoran (mieszanka kozieradki, czarnuszki, nason kopru indyjskiego, kminu oraz gorczycy)
1-2 łagodne suszone chilli
1 mała cebula, posiekana
1/2 łyżeczki mielonej kurkumy
2 płaskie łyżeczki mielonego kminu
1 kopiata łyżeczka mielonej kolendry
2 łyżeczki pasty z imbiru (można samemu zrobić - zmiksować w blenderze świeży imbir z malutkim dodatkiem wody)
500 g dyni (butternut squash), obranej i bez pestek, pokrojonej w kostkę ok. 3 -4 cm
200 ml gorącej wody
200 g cieciorki z puszki, opłukanej
1 łyżeczka przyprawy garam masala
1 łyżeczka mielonych nasion kopru indyjskiego
sól i cukier do smaku

Rozgrzewamy olej w rondlu, dodajemy asafetydę, liść laurowy, panch phoran i chilli i smażymy 1-2 minuty, mieszając. Dodajemy cebulę, mieszamy i smażymy 2-3 minuty aż cebula zmięknie i się zezłoci.. Dodajemy kurkumę, kmin i kolendrę, sól, cukier i pastę imbirową, mieszamy, dodajemy odrobinę wody, mieszamy i gotujemy 1-2 minuty. Dodajemy dynię i gorącą wodę, zagotowujemy, skręcamy ogień, przykrywamy rondel i dusimy 10-15 minut, aż dynia będzie miękka.  Dodajemy ciecieorkę, garam masala, koper indyjski i jeszcze odrobinę wody jeśli potrzeba. Doprawiamy do smaku solą i cukrem i gotujemy jeszcze parę minut. Gotowe!

Tarka dal

250 g chana dal (żóltej suszonej soczewicy)
1 litr wody
3 łyżi oleju
1 łyżka nasion kminu
1 mała cebula posiekana
3-4 całe zielone chilli nacięte nożem wzdłuż
2 cm świeżego korzenia imbiru, obranego i pokrtojonego na cienkie paseczki
3 ząbki czosnku, obrane
3 pomidory
3/4 łyżeczki mielonej kurkumy
3/4 łyżeczki przyprawy garam masala
1 i 1/2 łyżeczki mielonej kolendry
sól i świeżo zmielony pieprz
garść świeżej kolendry, posiekanej

Soczewicę wrzucamy do 900 ml wody, mieszamy i zagotowujemy. Usuwamy szumy jeśli pojawią się na powierzchni. Przykrywamy i gotujemy na małym ogniu ok. 35-40 minut aż soczewica będzie prawie miękka. W razie potrzeby dodajemy nieco więcej wody. Gdy soczewica jest gotowa zdejmujemy ją z ognia i odstawiamy by przestygła i zgęstniałą.
Rozgrzewamy patelnię z olejem, dodajemy nasiona kminu i smażymy 20-30 sekund aż wydobędzie się aromat. Dodajemy cebulę, chilli i imbir i smażymy 4-5 minut aż się zezłoci. Miksujemy w blenderze czosnek  i pomidory aż do uzyskania pure, dodajemy do smażonej cebuli, mieszamy. Dodajemy mielone przyprawy i 100 ml wody, mieszamy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem i smażymy 15-20 minut aż olej w sosie wypłynie na powierzchnię. Dodajemy ugotowaną soczewicę, mieszamy, w razie potrzeby dodajemy nieco wody. Zagotowujemy, doprawiamy solą i pieprzem do smaku i na koniec, tuż przed podaniem, dodajemy posiekaną świeżą kolendrę i mieszamy. Gotowe!

A poniżej bajeczne orchidee w przepięknym Ogrodzie Orchidei w Singapurze.


4 November 2012

francuskie paluszki z parmezanem


Dziś przepis banalnie prosty i może nawet trudno to nazwać przepisem, bo jest to zasadniczo połączenie dwóch składników - ciasta francuskiego oraz sera. Niemniej jednak efekt jest bardzo smakowity i pachnący, świetnie pasuje na zakąskę do lampki wina.
Tym samym zostawiam Was oraz mój blog na ponad dwa tygodnie. Jutro wyjeżdżam w podróż do Azji! Jest to ten miły aspekt mojej pracy, że czasem mogę wyjechać do ciepłych miejsc kiedy u nas pogoda nie rozpieszcza. No i perspektywa raczenia się świetną wschodnią kuchnią też jest bardzo miła. Nie wiem czy uda mi się coś wrzucić na bloga w czasie wyjazdu, bo program jest bardzo napięty, ale zdam relację zaraz po powrocie! Trzymajcie się ciepło!

Francuskie paluszki z serem

1 opakowanie ciasta francuskiego
1/2 szklanki startego sera typu Parmezan

Ciasto rozwijamy, na połowę wysypujemy świeżo starty ser, składamy, przyklepujemy. Można wspomóc się rozbełtanym jajkiem,  które cieniutko rozsmarowujemy na cieście, ułatwi nam to zlepienie się ciasta. Następnie ostrym nożem kroimy na paski ok. 1,5-2 cm szerokości. Delikatnie je unosimy, skręcamy i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Blachę wkładamy do piekarnika nagrzanego do ok. 200 C i pieczemy ok. 15 minut aż ciasto stanie się puchate i paluszki nabiorą jasnobrązowego koloru. Po wyjęciu z piekarnika zostawiamy by przestygły i gotowe!


1 November 2012

Małże w białym winie


Tydzień temu kupiłam kilo świeżych małż, nie mogłam po prostu przejść koło nich obojętnie ! Naszła nas ochota na coś innego na obiad, a że teraz jest na nie sezon to czemu nie? Wyszły pyszne! Nie ma to jak delikatne małże w białym winie! A do tego kawałek bagietki, czy nawet zwykłego białego pieczywa. I koniecznie, koniecznie zjadamy rewelacyjny sos, powstały z wina i soków z małży. Po prostu palce lizać!
Tutaj chciałabym napisać kilka zdań o małżach, bo bardzo istotne jest żeby znać pewne podstawowe zasady. Tak więc małże muszą być bardzo świeże i żywe. W sklepie zwróćmy uwagę na wygląd muszli, powinny być wilgotne, lśniące a nie suche i matowe, gdyż mówi nam to sporo o sposobie ich transportowania i przechowywania. Małże kupujemy najlepiej w dniu kiedy chcemy je przygotować! Do momentu przygotowania przechowujemy je w chłodnym miejscu (na przykład w lodówce). Przed przygotowaniem małży należy je oczyścić i sprawdzić czy są żywe. Napełniłam miskę zimną wodą, wrzuciłam do niej małże, przepłukałam każdą z osobna, zewnętrzna strona muszli musi być czysta i pousuwałam wystające "nitki" (to za ich pomocą małże przytwierdzone są do kamieni i skał). Wybieramy tylko te małże, które są zamknięte!!! Te otwarte najlepiej postukać metalowym trzonkiem noża i poczekać kilkanaście sekund - jeśli się same zamkną to dobrze, jeśli nie to je wyrzucamy (bo jeśli się nie zamykają to oznacza, że są martwe). Należy też pamiętać, że po ugotowaniu małż jemy tylko te co się otworzyły! Te które pozostają zamknięte wyrzucamy! Powyższe uwagi są o tyle istotne, że  jedzenie nieświeżych owoców morza grozi poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi! 
Poniżej porcja na 2 osoby.

Małże w białym winie

1 kg świeżych małż
ok. 2 łyżek oliwy
1 mała cebulka - najlepiej szalotka, posiekana
2 łodyżki selera naciowego, pokrojonego na cienkie plasterki
ok. 150 ml białego wina wytrawnego
pieprz
świeża natka pietruszki - posiekana

Małże oczyszczamy dokładnie i odrzucamy martwe (patrz opis powyżej). W dużym rondlu rozgrzewamy oliwę i smażymy szalotkę, a gdy się lekko zeszkli dodajemy seler naciowy i smażymy parę minut mieszając. Doprawiamy świeżo zmielonym pieprzem (nie dajemy soli bo małże mają już sól w sobie). Wlewamy wino i wrzucamy małże. Od razu przykrywamy i gotujemy małże na parze (na dosyć dużym ogniu) parę minut, czasem potrząsając. Sprawdzamy czy są ugotowane - muszle powinny być otwarte, mieszamy i w razie potrzeby gotujemy pod przykryciem jeszcze chwilę. Podajemy od razu, polane powstałym sosem wraz ze świeżym pieczywem.


27 October 2012

świetny chleb tostowy


Koniec października to dla mnie pierwsze przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia i oczywiście nie ma mowy tu o zakupie prezentów czy jakichś gadżetów świątecznych :-) W poniedziałek przygotowałam pysznie aromatyczną "nadziewkę" do tradycyjnych angielskich ciasteczek świątecznych "mince pies", gdyż musi się ona "przegryźć" i nabrać smaku. Pakuję ją do słoików i czeka sobie grzecznie parę miesięcy. To już dziesiąty rok odkąd piekę te pyszne małe babeczki!
Dziś za to piecze się moje tradycyjne angielskie ciasto bożonarodzeniowe, które też musi dojżeć podlewane co tydzień paroma łyżkami dobrej brandy. Zaczęłam je piec dwa lata temu i zakochałam się w nim po prostu! Już nie wyobrażam sobie Świąt bez tego ciasta. Też najlepiej je piec z dużym wyprzedzeniem. A za miesiąc, w ostatnią niedzielę przed Adwentem będę robić angielski pudding bożonarodzeniowy!
Za to dzisiaj chciałabym przedstawić nowy przepis na chleb tostowy. Do tej pory piekłam sporo razy chleb tostowy według przepisu Mistrza Hamelmana. Jednak potrzeba odmiany od czasu do czasu i oto znalazłam u Liski ten właśnie przepis i chlebek wyszedł świetnie! Właśnie kończymy już drugi bochenek :-) Polecam!

Chleb tostowy 

540 g mąki pszennej
310-320 g wody
20 g świeżych drożdży
1 czubata łyżka masła w temperaturze pokojowej
1 czubata łyżka mleka w proszku
1 i 1/2 łyżeczki soli
1 i 1/2 łyżeczki cukru

Drożdże umieszczamyw miseczce, dodajemy cukier i mieszamy, nastepnie odstawiamy na kilka minut aż staną się płynne. Następnie mieszamy z wodą i dodajemy do pozostałych składników i wyrabiamy ciasto aż osiągniemy dobrze rozwinięty gluten. Ja skorzystałam z miksera planetarnego, przystawka - hak do ciasta i wyrabiałam ok. 6 minut na drugiej prędkości. Ciasto przykrywamy i zostawiamy do wyrośnięcia na 45-60 minut, aż podwoji swoją objętośc. Następnie formujemy chleb i umieszczamy w foremce (keksówce), ja w silikonowej (zwykłą foremkę trzeba natłuścić i wysypać mąką/otrębami lub tartą bułką). Pozostawiamy do ponownego wyrośnięcia pod przykryciem. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 190 C. Gdy chleb wyrośnie (zazwyczaj ok. 45 minut), wkładamy go do piekarnika i pieczemy z parą 30 minut. Po tym czasie wyciągamy chleb z foremki i dopiekamy jeszcze 10 minut już sam. Wyciągamy (chleb jest upieczony, gdy jeśli go postukamy od spodu, wyda głuchy dźwięk) i studzimy na kratce. Smacznego!

22 October 2012

Nóżki kurczaka pieczone z rozmarynem w sosie pieczarkowym


Proste i bardzo smaczne nóżki kurczaka pieczone z rozmarynem, a do nich sos śmietanowy z pieczarkami - krótko mówiąc to był nasz niedzielny obiad. Danie nie wymaga specjalnie dużo zachodu, za to prezentuje się apetycznie i pięknie pachnie. Do tego ugotowałam ziemniaczki i wyhodowaną przez nas marchewkę.

Nóżki kurczaka pieczone z rozmarynem w sosie pieczarkowym

6 nóżek kurzych (lub 3 udka)
6-8 malutkich cebulek
2 łyżki oliwy
sól/pieprz
3-4 gałązki świeżego rozmarynu
ok. 300 g malutkich pieczarek
1-2 łyżki masła
200 ml śmietanki 36 %

Umyte i osuszone nóżki kurczaka układamy w naczyniu żaroodpornym, polewamy oliwą, solimy i pieprzymy, dodajemy obrane małe cebulki i gałązki rozmarynu i podlewamy odrobiną wody. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190 C i pieczemy około 45-50 minut aż kurczak będzie upieczony i skórka złocista. W tym czasie oczyszczamy pieczarki, kroimy na połówki i smażymy na maśle na dużym ogniu by się lekko zezłociły i usmażyły a nie dusiły. Wyciągamy je łyżką cedzakową i odkładamy na bok. Soki z pieczenia kurczaka wlewamy na patelnię (upieczony rozmaryn wyrzucamy) i redukujemy o połowę, wrzucamy ponownie pieczarki, upieczone cebulki oraz śmietanę i chwilę gotujemy aż sos się zagęści. W razie potrzeby doprawiamy solą i pieprzem. Podajemy od razu gorące nóżki kurczaka polane sosem z grzybami.


Nóżki najpierw upiekłam a potem połączyłam z sosem.




20 October 2012

tajska zupa z kurczakiem i mleczkiem kokosowym


Nadejście jesieni i chłodów to znak, że i u nas w domu pojawiają się zmiany, głównie kulinarne. Zaczynamy jeść zupy! Ta tajska zupa z kurczakiem i mleczkiem kokosowym zainaugurowała nasz sezon zupowy :-) Jest aromatyczna, pachnąca, pyszna!

Tajska zupa z kurczakiem i mleczkiem kokosowym

ok. 250 g mięsa kurczaka (piersi na przykład), pokrojonego na nieduże kawałki
ok. 800 ml wywaru drobiowego (rosołu)
2 łodygi świeżej trawy cytrynowej, rozgniecione na grubszych końcach
6 szalotek lub malutkich cebulek pokrojonych na cieniutkie plasterki
6-8 liści limonki kaffir (ewentualnie można zastąpić cienko obraną skórką z limonki)
ok. 4 cm korzenia galangalu lub imbiru, obranego i z grubsza posiekanego
ok. 15 malutkich pieczarek, oczyszczonych i przekrojonych na pół
3 łyżki sosu rybnego (nieodzowny w kuchni tajskiej)
4 - 5 łyżek soku z limonki
2 czerwone tajskie chilli bez pestek, pokrojone na cieniutkie plasterki
1/2 łyżki cukru
400 ml mleczka kokosowego (1 puszka)
garść świeżych listków tajskiej bazylii (lub zwykłęj)

Do rondla wlewamy wywar drobiowy, dodajemy listki limonki kaffir,  trawkę cytryową, połowę szalotek oraz imbir, zagotowujemy i gotujemy na małym ogniu około 30-45 minut, odcedzamy. Wywar ponownie przelewamy do rondla i dodajemy mleczko kokosowe, sos rybny, sok z limonki, cukier, kawałki kurczaka, pieczarki, resztę szalotek oraz pokrojone chilli i gotujemy około 8 minut. Zupę podajemy od razu, udekorowaną listkami bazylii. Gotowe!

18 October 2012

risotto z dynią


Sezon na dynię w pełni, więc dziś proponuję risotto z dynią :-) Ma bardzo ładny, słoneczny kolor, smakuje świetnie i jest łatwe w przygotowaniu. Risotto z dynią jest jednym z klasyków włoskiej kuchni, już je kiedyś przygotowywałam, ale że przepadamy za kuchnią z tamtej części świata, więc pewnie zagości u nas jeszcze nie raz. Polecam!

Risotto z dynią

1 szklanka ryżu do risotto np. arborio
1 nieduża cebula drobno posiekana
3 łyżki masła
1 kieliszek wina białego, wytrawnego
kawałek dyni - ok. 300 g, bez skórki i bez pestek
1 łyżka oliwy
ok. 1 litra wywaru drobiowego lub warzywnego
sól/pieprz
ok. 1/3 szklanki świeżo startego parmezanu 

Dynię kroimy na 3-4 części i układamy na blasze, skrapiamy oliwą i pieczemy w piekarniku (200 C) aż będzie miękka - ok. 45 minut. Kroimy ją na małe kawałeczki.
Wywar drobiowy/warzywny zagotowujemy w rondlu i trzymamy na małym ogniu.
Na patelni lub w rondlu rozgrzewamy 2 łyżki masła, smażymy cebulkę aż stanie się lekko szklista, dodajemy ryż i smażymy mieszając kilka minut. Wlewamy wino i gdy wyparuje dodajemy dynię i zaczynamy wlewać po trochu wywar. Risotto cały czas mieszamy i co parę minut dodajemy gorący wywar. Risotto gotuje się ok. 15 minut - zależy od rodzaju ryżu. Gdy ryż jest ugotowany, lecz jeszcze troszkę twardy a płyn w większości wchłonięty, doprawiamy danie solą i pieprzem, zdejmujemy z ognia, dodajemy pozostałą łyżkę masła i sporą garśc startego parmezanu, mieszamy, przykrywamy i zostawiamy na ok. 2 minuty. Gotowe risotto nakładamy na talerze i posypujemy resztą startego parmezanu. Gotowe!


16 October 2012

Chleb pszenno-żytni z czarnuszką na Światowy Dzień Chleba - WBD 2012 - Rye bread with nigella


Specjalnie na Światowy Dzień Chleba przygotowałam pyszny chleb pszenno-żytni z czarnuszką. Cudownie pachnie i aż się zastanawiam czemu nie upiekłam takiego wcześniej! Przepis mistrza Hamelmana, nieco tylko zmodyfikowany. Polecam!
For World Bread Day 2012 I prepared a very delicious rye bread with nigella seeds. It smells great and tastes fantastic! The recipe I based on one of the J.Hamelman's breads with only small changes.

Chleb pszenno-żytni z czarnuszką 
Rye bread with nigella

zaczyn (starter):
200 gr mąki żytniej chlebowej ( 200 gr of rye bread flour)
160 gr wody (160 gr of water)
20 gr zakwasu żytniego (20 gr of rye sourdough)

ciasto właściwe (dough):
300 gr mąki pszennej chlebowej ( 300 gr of wheat bread flour)
165 gr wody (165 gr of water)
10-12 gr świeżych drożdży (10-12 gr of fresh beer yeast)
10 gr czarnuszki (10 gr of nigella seeds)
9 gr soli ( 9 gr of salt)
zaczyn (starter)

Wpierw mieszamy w misce składniki zaczynu i odstawiamy pod przykryciem w temperaturze pokojowej na ok. 12-14 godzin.
Gdy zaczyn jest gotowy mieszamy mąkę, sól, nasiona czarnuszki. Osobno rozpuszczamy drożdże w wodzie i dodajemy do zaczynu, mieszamy i całość dodajemy do mąki. Wyrabiamy ciasto tak długo aż wyczujemy dobrze rozwinięty gluten. Ja wyrabiałam ciasto w mikserze planetarnym hakiem (na drugiej prędkości) około 5-6 minut a potem jeszcze kilka minut ręcznie. Gotowe ciasto umieszczamy w misce, przykrywamy i pozostawiamy do wyrośnięcia ok. 50-60 minut.
Wykładamy ciasto na stolnicę, formujemy bochenek, wkładamy do koszyka, przykrywamy lnianą ściereczką i zostawiamy do ponownego wyrośnięcia, około 40-50 minut.
W tym czasie rozgrzewamy piekarnik z kamieniem do ok. 235 C. Gdy chleb wyrośnie, wyciągamy go z koszyka, nacinamy i umieszczamy na kamieniu. Pieczemy z parą ok. 15 minut po czym zmniejszamy temperaturę do 220 C i pieczemy dalsze ok. 20 minut. Gotowy chleb wyciągamy i studzimy na kratce. Smacznego!

First we mix the ingredients for the starter in a bowl, cover and leave in the room temperature for 12-14 hours.
When the starter is ready we mix flour, salt and nigella seeds. In a separate bowl we mix yeast with water and the starter, then add it all to the flour. We knead the dough till the strong gluten is achieved. I used the planetary mixer (the hook) and mixed it on the second speed about 5-6 minutes then kneaded by hand a few more minutes. When the dough is ready we place it in a bowl and leave covered to ferment for about 50-60 minutes (till it doubles in size).
We place the dough on the lightly floured board, form the loaf, place it in a basket and leave covered to ferment for another 40-50 minutes.
In the meantime we put the oven on for 235 C with the stone inside. When the bread is ready we slash it and put in the oven. We bake it with steam for 15 minutes in 235 C then we turn the temperature to 220 C and bake about 20 minutes more. We take the bread out of the oven and let it cool on a cooling rack. Ready!




World Bread Day 2012 - 7th edition! Bake loaf of bread on October 16 and blog about it!

13 October 2012

kurczak pieczony z dynią, szałwią i orzechami włoskimi


Dziś przygotowałam to super proste danie, kolorowe i aromatyczne. Bardzo nam smakowało :-) Kurczaka podałam z couscous-em wymieszanym z posiekaną natką pietruszki, co dodało nie tylko koloru ale i pysznego aromatu.

Kurczak pieczony z dynią, szałwią i orzechami włoskimi

3 udka kurczaka
3-4 czerwone cebulki
dynia
kilka łyżek oliwy extra vergine
duża garść orzechów włoskich
kilkanaście świeżych listków szałwi
1 łyżka octu balsamicznego
sól/pieprz
garść świeżej posiekanej natki pietruszki

Kurczaka myjemy, osuszamy i kroimy każdy kawałek na dwie części. Dynię obieramy, usuwamy nasiona i kroimy na kawałki. Cebule obieramy i kroimy na ćwiartki lub ósemki. Kurczaka, dynię i cebulę umieszczamy w brytfannie do pieczenia, przyprawiamy solą i pieprzem i polewamy oliwą. Wszystko dokładnie mieszamy, kurczaka odwracamy skórką do góry i całośc wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 220 C. Pieczemy ok. 25 minut. Wyciągamy, dodajemy listki szałwi i orzechy, mieszamy, skrapiamy octem balsamicznym i pieczemy dalsze ok. 30 minut. Podajemy na przykład z couscous-em. Posypujemy po wierzchu posiekaną natką pietruszki





10 October 2012

curry rybne mojego męża (fish curry)


W ostatnim poście obiecałam dania zainspirowane naszą wizytą w Anglii... A tu nieoczekiwanie pojawia się coś z zupełnie innej części świata :-) Mielieśmy ochotę na odmianę i od razu wybór padł na Indie! Mój mąż tym razem upichcił "fish curry". W oryginalnym przepisie wykorzystuje się morską białą rybę typu dorsz czy żabnica, jednak w Krakowie nie łatwo o świeży filet takiej ryby, a jak już jest to ceny są obłędne. Tak więc kupiliśmy łososia i to on powędrował do rondla. Wyszedł świetnie, choć z pewnością danie to byłoby jeszcze smaczniejsze z rybą białą. Mój mąż oparł się na przepisie z książki "Cooking with Spices", dodając drobne zmiany według własnego uznania. W przepisie wykorzystuje się "kokum" (a zasadniczo kodampuly), który przywieźliśmy z południowych Indii i Śri Lanki w tym roku. Kokum jest to zewnętrzna część owocu rośliny z rodziny kluzjowatych, do których należy też owoc mangostanu, suszona na słońcu (w przypadku kodampuly też jest to suszona zewnętrzna część owocu). Nadaje potrawom lekko kwaśny smak, używany często z rybami i stosowany czasem jako substytut owocu tamaryndowca. Stosuje się go w południowych Indiach i na Śri Lance. Nie wiem niestety, czy u nas dostępny. W curry znalazły się też malutkie bakłażanki (widoczne na zdjęciu u góry), które wyhodował w szklarni mój mąż i właśnie nam owocują. Jest to odmiana używana w Azjii południowo-wschodniej. Niedługo zbierzemy więcej tych ślicznie wyglądających miniaturowych bakłażanków i doczekają się one wykorzystania w osobnym zupełnie curry.

Fish curry

3 łyżki klarowanego masła ghee
2 średnie cebule drobno posiekane
2 ząbki czosnku, posiekane
1 łyżka świeżo startego imbiru
1/2 łyżeczki chilli mielonego
2 łyżeczki mielonej kolendry
1/2 łyżeczki mielonego kminu
1/2 łyżeczki mielonej kozieradki (fenugreek)
1/2 łyżeczki mielonego pieprzu (czarnego)
1 szklanka gęstego mleczka kokosowego (lub nieco więcej w razie potrzeby)
2 kawałki kokum (w całości)
500 g ryby (filet) najlepiej dorsza lub żabnicy
200 g małych egzotycznych bakłażanów (dodatek mojego męża, można oczywiście pominąć)
1 łyżeczka kurkumy (dodatek mojego męża)
1 łyżeczka soli

W naszym przypadku wykorzystaliśmy łososia, i by uniknąć jego rozdrobnienia się w gotowaniu  mój mąż pokroił rybę na kawałki (ok. 3 cm) i zamarynował na parę godzin w kurkumie i soli. Następnie obsmażył rybę w niewielkiej ilości tłuszczu i odłożył by dodać do curry pod sam koniec gotowania.
W rondlu podgrzewamy masło klarowane i smażymy cebulę, czosnek i imbir aż się lekko zezłocą. Dodajemy mielone przyprawy: chilli, kolendrę, kmin, kozieradkę i pieprz. Mieszamy i smażymy krótko. Dodajemy mleczko kokosowe, dokładnie mieszamy oraz kawałki kokum, po zagotowaniu, skręcamy ogień i gotujemy  przez kilka minut pod przykryciem. Mój mąż dodał na tym etapie malutkie bakłażanki i dusił ok. 5-10 minut aż zmiękły, a na sam koniec podsmażoną rybę i dusił parę minut. Jeśli użylibyśmy jak w przepisie - dorsza lub żabnicy to kawałki ryby wrzucamy na tym samym etapie co bakłażanki. Ryba będzie ugotowana po około 10 minutach. Doprawiamy solą do smaku. Podajemy z ryżem.


A tak wyglądają te malutkie bakłażanki :-)


Kodampuly, bardzo zbliżony do kokum, nawet tak często jest nazywany (jak widać na pudłku) wygląda bardzo podobnie jak nasza suszona śliwka. Posiada charakterystyczny wędzony zapach.