31 May 2014

Scony z River Cottage na niedzielny podwieczorek


Ostatnio parę razy piekłam scony według przepisu z River Cottage. Bardzo pyszne, zwłaszcza z dżemem truskawkowym i angielską śmietaną "clotted cream" (lepiej nie wiedzieć ile ma kalorii). Scony przygotowuje się bardzo szybko i są świetne jeszcze ciepłe do popołudniowej kawy czy herbaty.

Scony z River Cottage

300 gr mąki pszennej np. tortowej
2 łyżeczki (płaskie) proszku do pieczenia
szczypta soli
75 gr masła w temperaturze pokojowej
50 gr drobnego cukru do wypieków
1 średnie jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
120 ml tłustej śmietanki
+ odrobina mleka do posmarowania po wierzchu

Wszystkie składniki umieszczamy w naczyniu, wyrabiamy ręką i przekładamy na stolnicę. Wałkujemy ciasto na grubość ok 3 cm. Wykrawamy kółka ok 7 cm średnicy i przekładamy na blachę przykrytą papierem do pieczenia. Powinniśmy otrzymać ok. 8 sztuk. Scony smarujemy z wierzchu mlekiem i blachę wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 C. Pieczemy ok. 15 minut aż skony pięknie wyrosną i zezłocą się z wierzchu.

30 May 2014

Ham and Egg Pie


Dziś zapowiadany wcześniej ciąg dalszy kuchni brytyjskiej - Ham and Egg Pie, czyli coś na kształt tarty/quicha lecz z ciastem na wierzchu. Jak sama nazwa wskazuje, wewnątrz znajdują się szynka i jajka jako główne składniki. Moja forma na pie jest dosyć duża, ma ok. 30 cm średnicy, stąd odpowiednio większe proporcje. Bez problemu wystarcza dla 6 - 8 osób jako danie główne. Podajemy na gorąco, na przykład z młodymi ziemniaczkami.

Ham and Egg Pie

kruche ciasto:
450 gr mąki pszennej
130 gr masla z lodówki
130 gr smalcu z lodówki
duża szczypta soli
150 ml bardzo zimnej wody

nadzienie:
300 gr ugotowanej wędzonej szynki
150 gr wędzonego boczku


250 ml śmietanki 18 %
3 jajka
sól/pieprz
6-8 jajek
odrobina mleka do posmarowania ciasta

Najpierw przygotowujemy ciasto, najlepiej w dwóch partiach (w malakserze całość może być trudno zrobić na raz). Do malaksera wrzucamy mąkę, sól i masło ze smalcem. Miksujemy przez ok 10-20 sekund. Dodajemy wodę, miksujemy aż powstanie kulka ciasta. Wykładamy na lekko omączoną stolnicę, formujemy kulkę, zwijamy w folię spożywczą i chowamy na parę godzin do lodówki. Następnie połowę ciasta wałkujemy  (ok 3 mm grubości). Formę na pie smarujemy masłem i wykładamy ciastem. Nakłuwamy widelcem i wkładamy na godzinę do lodówki. Piekarnik nagrzewamy do 180 C. Formę wyjmujemy z lodówki, kładziemy na wierzch papier do pieczenia i wysypujemy kulki ceramiczne lub ryz/fasolę. Podpiekamy 15 minut, po tym czasie ściągamy papier z kulkami i podpiekamy dalsze 5 minut.
W między czasie przygotowujemy nadzienie. Wpierw kroimy boczek na drobną kostkę i podsmażamy przez kilka minut. Szynkę kroimy w kostkę ok. 1,5 cm. Na podpieczony spód wykładamy szynkę i boczek. W miseczce mieszamy śmietankę, 3 jajka oraz sól/pieprz i zalewamy szynkę. Następnie delikatnie rozbijamy pozostałe jajka (6-8 w zależności od wielkości formy) i umieszczamy jajka na wierzchu w równych odległościach. Wałkujemy pozostałą połowę ciasta. Pędzelkiem smarujemy mlekiem brzeg podpieczonego ciasta. Kładziemy na wierzch rozwałkowane ciasto, widelcem uciskamy końce tak by się zlepiły ze spodem i odcinamy nożem nadmiar ciasta. Smarujemy po wierzchu mlekiem by się przy pieczeniu ładnie zrumienił. Robimy w części centralnej 2 niewielkie nacięcia w cieście - ok. 2 cm długości, by para miała się którędy wydostawać. Pieczemy ok. 30 minut. Podajemy gorące. Kroimy tak, by na każdą osobę wypadło 1 całe jajko. Gotowe!

24 May 2014

Quiche Lorraine na zimno lub na ciepło


Wiem, wiem, już miesiąc cisza na blogu, przepraszam tych co tu zaglądają. Ostatnie tygodnie były jednak dosyć intensywne, skręcona kostka, wyjazd do Anglii, praca... Mam za to parę zaległych wypieków, które mam nadzieję w najbliższych dniach pojawią się na blogu. Ponieważ ostatnio byliśmy w "angielskich" klimatach (różne smaczne rzeczy przywieźliśmy z naszego wyjazdu), więc i najbliższe wpisy związane są z kuchnią angielską. Dziś tarta-quiche, której nazwa wskazuje nieco inne pochodzenie, lecz na wyspach jest bardzo popularna. Nie wiem jak to się stało, że wcześniej nie znalazła się na blogu, gdyż bardzo często ją piekę. Tym razem przygotowałam ją do zjedzenia na zimno stąd udało się i fotki strzelić :-) Quiche jest pyszny sam lub jako część dania głównego, wtedy oczywiście podajemy od razu gorący na przykład z młodymi ziemniaczkami i sałatka. Przepis jest na standardową formę do tarty ok 25 cm.

Quiche Lorraine

kruche ciasto:
225 gr mąki pszennej
szczypta soli
65 gr masła z lodówki pokrojonego w kostkę
65 gr smalcu z lodówki pokrojonego w kostkę
75 gr bardzo zimnej wody

nadzienie:
250-300 gr wędzonego chudego boczku, pokrojonego w drobną kostkę
1-2 cebule drobno posiekane
1 łyżka masła
250 ml śmietanki słodkiej 18 %
3 jajka
sól/pieprz do smaku

Najpierw przygotowujemy ciasto. Do malaksera wrzucamy mąkę, sól i masło ze smalcem. Miksujemy przez ok 10-20 sekund. Dodajemy wodę, miksujemy aż powstanie kulka ciasta. Wykładamy na lekko omączoną stolnicę, formujemy kulkę, zwijamy w folię spożywczą i chowamy na parę godzin do lodówki. Następnie ciasto wałkujemy  (ok 3 mm grubości). Formę do tarty smarujemy odrobiną masła i wykładamy ciasto. Dociskamy do foremki, odcinamy wystające kawałki, nakłuwamy widelcem spód tarty i chowamy na godzinę do lodówki. Po tym czasie nagrzewamy piekarnik do ok. 180-190 C i naszą tartę wykładamy papierem do pieczenia, wykładamy na wierzch kulki ceramiczne lub suchą fasolę i podpiekamy ok. 15 minut. Po tym czasie ściągamy papier z kulkami (fasolą) i podpiekamy jeszcze 5 minut.
W międzyczasie przygotowujemy nadzienie. Na patelni podsmażamy boczek, ściągamy i na łyżce masła smażymy cebulkę aż stanie się szklista. Na podpieczony spód wykładamy posmażoną cebulkę i boczek. W miseczce rozbełtujemy dokładnie jajka w śmietance, dodajemy soli i pieprzu i wylewamy na tartę. Całość wkładamy do piekarnika i pieczemy ok. 30 minut aż masa się zetnie. Gotowe!


19 April 2014

Hot Cross Buns - angielskie bułeczki na Wielkanoc


Jak co roku, piekę dla nas tradycyjne angielskie bułeczki na Wielkanoc. To już czwarty przepis, który wypróbowuję, poprzednie można oczywiście znaleźć na blogu. Bułeczki są bardzo smaczne i pachnące, najlepiej smakują z masłem i kubkiem gorącej herbaty.

Radosnych i Spokojnych Świąt Wielkanocnych

Hot Cross Buns

625 g mąki pszennej chlebowej
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki "mixed spice" - angielskiej mieszanki przypraw - można wykorzystać naszą przyprawę do pierników
45 gr masła
85 gr cukru
1 cytryna - tylko skórka starta
20 gr świeżych drożdży lub 1 1/2 łyżeczki drożdży instant
1 jajko
275 ml letniego mleka
70 gr rodzynków lub "currants"
70 gr skórki pomarańczowej kandyzowanej

do zrobienia krzyżyków - pasta z mąki i wody
do glazury: 50 gr cukru i 50 gr wody, zagotowujemy by powstał syrop

Suche składniki, bez bakalii, mieszamy w naczyniu. Osobno w mleku rozpuszczamy drożdże, dodajemy masło i jajko i dodajemy do suchych składników. Wyrabiamy ciasto tak by było gładkie i elastyczne, na koniec dodajemy bakalie i wyrabiamy by były równomiernie rozprowadzone. Ciasto wkładamy do miski i przykrywamy. Zostawiamy na około godzinę do wyrośnięcia, aż podwoi objętość. Ciasto wykładamy na stolnicę, kroimy na 12 kawałków i formujemy okrągłe bułeczki. Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przykrywamy lnianą ściereczką i folią i zostawiamy około 45 minut do wyrośnięcia. W międzyczasie przygotowujemy sobie pastę do krzyżyków. Przekładamy ją do woreczka i gdy bułeczki są już wyrośnięte, odkrawamy końcówkę woreczka i wyciskamy pastę tworząc na bułeczkach kształt krzyża. Wkładamy od razu do piekarnika nagrzanego do 220 C. Bułeczki pieczemy około 12-15 minut, aż się ładnie zbrązowią. Gdy bułki są w piekarniku przygotowujemy syrop (zagotowujemy wodę z cukrem). Od razu po wyjęciu bułek z piekarnika smarujemy je pędzelkiem syropem i przekładamy na kratkę by wystygły. Gotowe!


18 April 2014

Aromatyczne pesto z kolendry


Dziś Wielki Piątek i choć moja propozycja nie należy do kanonu tradycyjnych dań świątecznych to jednak świetnie nadaje się na danie postne w dniu dzisiejszym. Kolendra wspaniale pachnie i moim zdaniem pesto takie może śmiało konkurować z tym z bazylii. Nam ogromnie smakowało! Ze średniego pęczku wyjdzie nam porcja akurat dla 2 osób.


Pesto ze świeżej kolendry

pęczek świeżej kolendty
2-3 łyżki orzeszków piniowych lub orzechów włoskich
1 łyżeczka soku ze świeżej cytryny lub limonki
kilka żyżek oliwy
sól/pieprz do smaku

Kolendrę płuczemy i osuszamy. Wkładamy do blendera wraz z orzechami i sokiem z cytryny. Miksujemy przez chwilę, powoli dodajemy oliwę i miksujemy do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. 
Podczas gotowania makaronu, rozrabiamy pesto w miarę potrzeby paroma łyżkami wody z makaronu, by nie było zbyt gęste i dobrze pokryło makaron. Ugotowany makaron mieszamy z pesto i najlepiej przed podaniem zetrzeć po wierzchu nieco świeżego Parmezanu.

16 April 2014

Bułeczki pszenne razowe

Dziś chciałabym podzielić się przepisem na smaczne i zdrowe bułeczki. Niedawno kupiłam świetną mąkę pszenną z pełnego przemiału "Basia". Jest drobno mielona i ciasto wychodzi gładkie i elastyczne. Od kilku tygodniu dosypuję ją do moich chlebów i bułek. Z pewnością takie bułeczki są zdrowsze, a przy tym bardzo smaczne.

Bułeczki pszenne razowe

250 gr mąki pszennej razowej lub z pełnego przemiału ("Basia")
250 gr mąki pszennej chlebowej
10 gr soli
15-20 gr drożdży świeżych
300 ml ciepłego mleka
1 łyżka rozpuszczonego masła
2 łyżki aktywnego zakwasu

Mieszamy mąki, dodajemy sól. W ciepłym mleku rozpuszczamy drożdże, dodajemy masło i zakwas i mieszamy z mąką. Zagniatamy ciasto (w razie potrzeby dodajemy odrobinę więcej mleka lub mąki, by uzyskać właściwą konsystencję) i wyrabiamy aż stanie się elastyczne i gluten się dobrze rozwinie. Formujemy kulę i odstawiamy do miski, przykrywamy i zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na około 45 minut, aż ciasto podwoi swoją objętość. Odgazowujemy (wykładamy na stolnicę i ugniatamy palcami) ponownie tworzymy kulę i znowu zostawiamy do wyrośnięcia. Można powtarzać 2-3 razy. Dobrze wyrośnięte ciasto wykładamy na stolnicę, dzielimy na 10-12 kawałków, formujemy bułeczki i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przykrywamy lnianą ściereczką i folią. Zostawiamy w cieple aż bułeczki wyrosną - ok. 30 minut. Gotowe bułeczki smarujemy po wierzchu mlekiem i posypujemy na przykład makiem (wedle upodobania). Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 220 C i pieczemy ok. 15-20 minut. Zaglądamy do bułeczek, żeby się nie przypiekły zbytnio. Gdy się zrumienią wyciągamy i studzimy na kratce. Gotowe!


15 April 2014

Humus z kolendrą i cytryną


Bardzo lubimy różne zakąski i humus jest jedną z nich. Robiliśmy już parokrotnie klasyczny, a dziś dla odmiany bardziej cytrynowy i z dodatkiem kolendry. Pyszny! Wiem, wiem, powinno się gotować samemu cieciorkę, bo jest znacznie lepsza, lecz z puszkową jest dużo mnie pracy. Tak więc poniżej polecam szybki przepis na aromatyczny humus!

Humus z kolendrą i cytryną

1 puszka ciecierzycy ( 400 gr)
! duży ząbek czosnku, posiekany
1 -2 łyżek greckiego jogurtu
1 1/2 łyżki pasty tahini
2 łyżki oliwy extra vergine z oliwek + łyżka do polania na końcu
1 cytryna - skórka starta oraz sok
sól do smaku
1 pęczek świeżej kolendry - ok. 20 gr + parę listków do dekoracji

Ciecierzycę osączamy i płuczemy na sicie po czym przekładamy do blendera. Dodajemy czosnek, jogurt, pastę tahini, oliwę sok i skórkę otartą z cytryny oraz szczyptę soli. Miksujemy do uzyskania gładkiej pasty. Dodajemy na koniec listki kolendry i miksujemy pulsacyjnie. Próbujemy smak, w razie potrzeby dodajemy nieco soli lub oliwy. Przekładamy humus do szklanego naczynia, na konie  polewamy odrobiną oliwy i posypujemy dla dekoracji posiekaną kolendrą.


14 April 2014

wiosenna pasta z białego sera


Przepadam za białym serem, czasem dla odmiany robię sobie różne pasty. Dziś proponuje pastę z białego sera z rzodkiewką i szczypiorkiem (wykorzystałam młodziutki szczypiorek z naszej działki). To oczywiście klasyka, ale smakuje rewelacyjnie. Są zasadniczo dwie szkoły - jedni trą rzodkiewki na tarce (szybciej) inni (w tym ja) drobniutko siekam. Tak posiekana rzodkiewka jest pysznie chrupiąca i nie "puszcza" koloru tak szybko wymieszana z serkiem, jak rzodkiewka starta na tarce. Oczywiście pasta jest najlepsza ze świeżym chlebem :-)

Wiosenna pasta z białego sera

200 gr białego chudego twarogu
3-4 łyżki śmietany 12-18 %
szczypta soli
pół pęczka rzodkiewek
garść posiekanego szczypiorku

Serek umieszczamy w miseczce i rozgniatamy widelcem. Dodajemy sól i śmietanę i mieszamy do uzyskania kremowej konsystencji. Dodajemy drobniutko posiekaną rzodkiewkę i szczypiorek. Mieszamy i gotowe!
Przechowujemy w lodówce.


31 March 2014

Keralskie curry z ryby z mleczkiem kokosowym


Zawitały u nas na chwilę orientalne klimaty :-) Kilka dni temu zajadaliśmy się smacznym i aromatycznym choć niestety mało fotogenicznym keralskim curry z ryby :-) Przepis pochodzi z książki "The Essenntial Kerala Cookbook".

Meen Mapas 
Curry z ryby z mleczkiem kokosowym

500 gr ryby - u nas dorsza
1 i 1/2 łyżki oleju
1 łyżeczka nasion gorczycy
1/2 łyżeczki nasion kozieradki (methi)
1 średnia cebula posiekana
4 zielone chilli przecięte wzdłuż 
12 ząbków czosnku, posiekane
3 cm kawałek świeżego korzenia imbiru, obranego i posiekanego
1 gałązka świeżych listków curry (ok. 10 listków)
3 płatki "cambodge" - u nas zastąpiony pastą tamaryndową - ok. łyżeczki
1 łyżeczka soli
3/4 szklanki mleczka kokosowego

mix przypraw:
1/2 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
1/2 łyżeczki mielonej kurkumy
1/2 łyżeczki chilli w proszku
2 łyżeczki mielonej kolendry
4 łyżki wody

Czyścimy rybę i kroimy na kawałki kilku centymetrowej wielkości ( u nas były nieco większe bo korzystaliśmy z całej ryby nie z fileta) i płuczemy. Rozgrzewamy w rondlu olej, dodajemy nasiona gorczycy, kiedy zaczną "pryskać" dodajemy nasiona kozieradki, cebulę, zielone chilli, czosnek, imbir, listki curry i smażymy mieszając aż cebulka się zeszkli. Mieszamy mix przypraw, dodajemy do rondla i smażymy mieszając jeszcze kilka minut. Dodajemy cambodge (u nas pastę tamaryndową) i za chwilę rybę, sól, mieszamy delikatnie i gotujemy na małym ogniu aż ryba będzie miękka a sos się zagęści. Dodajemy mleczko kokosowe, zagotowujemy i zdejmujemy z ognia. Gotowe!
Podajemy z ryżem basmati. Można oczywiście posypać po wierzchu świeżą kolendrą, wedle uznania. :-)

24 March 2014

Pasta serowa z dodatkiem pomidorów suszonych na słońcu


Wiosna zawitała już na dobre, również i u nas w domu zrobiło się wiosennie. Od razu przyszła mi ochota na coś lekkiego i aromatycznego na śniadanie, stąd pomysł na pastę z białego twarogu. Do tego chleb mojego wypieku z mąką z pełnego przemiału - jednym słowem - samo zdrowie :-) Jak dla mnie koniecznie z listkami świeżej bazylii.

Pasta serowa z pomidorami suszonymi na słońcu

250 g białego sera chudego
3-4 łyżki śmietany 18 %
5-6 sporych pomidorów suszonych na słońcu (ze słoiczka z oliwą)
listki świeżej bazylii

Najpierw zmiksowałam w blenderze pomidory, potem dodałam biały ser i stopniowo dodawałam śmietanę by uzyskać właściwą konsystencję.W razie potrzeby doprawić solą/pieprzem - wedle gustu. Gotową pastę przechowujemy w lodówce. Podajemy najlepiej z listkami świeżej bazylii



15 March 2014

Tartletki z cebulką, pieczarkami i gorgonzolą


Już mijają dwa tygodnie od naszego powrotu z Azji, sama nie wiem, gdzie nam uciekły te dni. Oczywiście od razu wpadliśmy w wir zajęć i spraw codziennych i siłą rzeczy brakło czasu na natchnienia kulinarne. Dziś mam nadzieję zacząć bardziej regularne wpisy z mojej kuchni :-) Tak więc na start małe tartletki, które przygotowałam na nasz lunch. Miałam trochę ciasta kruchego w lodówce a że nie lubię niczego marnować skomponowałam szybkie danie. Wyszło bardzo smacznie, ciasto było mojej produkcji, bardzo kruche a nadzienie dzięki gorgonzoli miało zdecydowany smak. Bardzo fajne również na ciepłą przystawkę.

Tartletki z cebulka, pieczarkami i gorgonzolą
(2 sztuki)

kruche ciasto
1 łyżka masła
1 duża czerwona cebula
4 duże pieczarki
50-60 gr sera gorgonzola dolce

Podpiekamy w 200 C kruche ciasto w małych foremkach na tartletki (ok. 10-12 cm średnicy) przez około 15 minut. W tym czasie podsmażamy na maśle pokrojone pieczarki i cebulkę i nakładamy na podpieczone spody. Na wierzchu układamy kawałki sera i pieczemy dalsze 7-10 minut aż ser się rozpuści. Podajemy od razu.

1 March 2014

Or Tor Kor Market w Bangkoku


Aż trudno uwierzyć, że dopiero w tym roku odkryliśmy jeden z najbardziej zachwycających targów w Bangkoku a być może w tej części świata! Or Tor Kor - bo tak się nazywa, zachwycił nas, zaparł dech w piersiach, po prostu oczarował! Rzędy równiutko ułożonych owoców, zupełnie jak od linijki, wszelakie możliwe warzywa, ryby, mięso no i gotowe już smakowitości, od sałatek czy satajów przez omlety z ostrygami i małżami, potem zupy, różnorakie curry, owoce morza aż po słodkości. Nie wiadomo gdzie patrzeć i czego smakować. Do tego targ jest bardzo czysty, jasny i przestronny. Łatwo też do niego dojechać metrem, wysiada się dosłownie u wejścia! A wszystko zaczęło się od serii programów Ricka Steina z jego podróży po Azji. Jakoś tuż po Nowym Roku oglądałam w telewizji odcinek o Tajlandii w którym Rick Stein wracał po wielu latach do różnych ciekawych miejsc. W pewnym momencie zaczął zachwycać się tym ogromnym targiem w Bangkoku, a ja zaczęłam się zastanawiać jak to się stało, że ja nawet o nim nie słyszałam!!! Rzuciłam się do Lonely Planet i tam ani słowa. Dopiero wyszperałam w internecie i oto Or Tor Kor znalazł się na szczycie listy miejsc do zobaczenia w czasie tej podróży. Udaliśmy się tam po raz pierwszy trzy tygodnie temu (wiem, nie wspomniałam ani słowa, ale też nie mieliśmy zupełnie czasu na osobny wpis), można by rzec - na zwiady. I zachwyciliśmy się! Tak więc postanowiliśmy udać się tam na spacer naszego ostatniego dnia w Bangkoku i w Tajlandii, żeby przede wszystkim coś zjeść, ale może i zrobić małe zakupy :-) W zeszłym roku przywiozłam trzy rzeczy, które posadziłam w nadziei, że u nas wyrosną. Kawałek świeżego korzenia galangalu (bo choć imbir jest dostępny to galangalu się u nas nie uświadczy) i niestety chyba nie spodobało mu się w mojej doniczce bo odmówił współpracy i postanowił zastrajkować. Tak więc na tym polu porażka. Mam nadzieję, że była to wina korzenia (nie wyglądał super świeżo) i może tym razem znajdę jakiś piękny świeżutki i uda mi się. Przywieźliśmy też kolendrę nazywaną tutaj "farang" - obcą - bo oryginalnie zdaje się z Ameryki Południowej. Zupełnie kolendry nie przypomina, to długie wąskie liście bardziej podobne do naszego mlecza. I o dziwo przyjęła się (kupiliśmy pęczek jeszcze z korzonkami) lecz chyba nasz klimat jej nie sprzyjał, bo puszczała małe listki i od razu pojawił się kwiatostan :-( Tak więc o powodzeniu nie można mówić. Za to trawka cytrynowa świetnie rośnie, w tym roku, jak zrobi się ciepło przesadzimy ją na działce do ziemi. Mam nadzieję, że pięknie się rozkrzewi.
No ale wracając do tematu :-) Gorąco zachęcam tych co wybierają się w te strony do odwiedzenia tego targu! Z pewnością nie pożałujecie! Ja już wiem, że będę tam zaglądać za każdym razem, kiedy tylko tu przyjadę. Targ czynny jest codziennie od rana aż do wieczora.Trzeba pojechać metrem MRT do stacji Kamphaneg Phet i wychodząc skierować się do wyjścia nr.3. Po wyjściu na powierzchnię naszym oczom ukaże się ogromny zadaszony targ.
To już ostatni wpis z podróży :-) Jest sobota, zaraz wybieramy się na zakupy, wieczorem kolacja w Chinatown, jutro w planach wspomniany wyżej market, a potem już tylko wieczorem lotnisko i droga powrotna do domu.W poniedziałek będziemy już u siebie i coś czuję, że szybko pojawi się na naszym stole coś stąd, bo będzie nam tęskno.

Jak widać poniżej, Or Tor Kor to bardzo przestronny targ.





Nie brakuje oczywiście wszelakiego rodzaju ryb i owoców morza






Są też różne inne lokalne specjały: pasty curry czy gotowe dania na wynos



I wszelakie inne specjały gotowe do spożycia :-)







Pyszny omlet z ostrygami i małżami


No i słodkości





Zachwyciły mnie pięknie opakowane mandarynki


Nie zabrakło też króla tutejszych owoców - duriana, za którym osobiście nie przepadam


27 February 2014

Tłusty Czwartek w Tajlandii


Dziś Tłusty Czwartek i przyznam, że omal o nim nie zapomnieliśmy :-) Tutaj w Tajlandii oczywiście się go nie obchodzi. Niemniej jednak wybraliśmy się na duży targ, który jest w naszej miejscowości w poniedziałki i czwartki i znaleźliśmy jedno stoisko z ciastkami w zachodnim stylu a wśród nich pączki! Nie takie polskie z różą, bardziej w stylu angielskim - z dziurką. Ale pączek jest pączkiem i kupiliśmy oczywiście paczuszkę! Ale, żeby zupełnie nie oderwać się od tutejszych klimatów, kupiliśmy też paczuszkę pysznego "sticky rice" (specjalnego ryżu gotowanego tak, by ziarenka się do siebie lepiły) ze słodziutkim mango i z sosikiem kokosowym. 
To już ostatnie dni naszego leniuchowania nad morzem.  Wszystko co miłe szybko się kończy, w sobotę wracamy do Bangkoku a stamtąd już prosto do domu!!! Czekają nas jeszcze ostatnie zakupy przed wyjazdem, obowiązkowe przyprawy i sosy, jakieś świeże listki może. Ostatnia wizyta na fantastycznym targu w Bangkoku (o tym będzie w sobotę w ostatnim wpisie z naszego wyjazdu) i potem powrót! Z jednej strony tęsknimy za domem ale z drugiej chciałoby się tu zostać jeszcze kilka tygodni i wygrzewać się w tym słoneczku zajadając pyszności :-)
Życzymy Wszystkim czytelnikom smacznych pączusiów!!!

23 February 2014

Morze, słońce i plaża...



To już praktycznie ostatni etap naszej podróży - zaczęły się można by to nazwać - wakacje :-) Jesteśmy z powrotem w Tajlandii, tym razem nad morzem w naszym ulubionym, cichym i spokojnym miejscu. No i cóż, odpoczywamy, kąpiemy się w morzu, spacerujemy po plaży, czytamy książki, pełen relaks :-)
I znowu wrócę do tematu zupy na ryżu, nazywanej tu "congee" lub po prostu "porridge" (taki nasz jakby kleik). Wiem, że już pisałam o niej parę razy, ostatnio we wpisie z Penangu (ale tam ta zupa w innej formie, tzn z zupełnie innymi dodatkami), lecz nadziwić się nie mogę, że tyle już razy byłam w tym kraju a wcześniej się na nią nie skusiłam!!! Zwłaszcza w Tajlandii ta zupka jest po prostu REWELACYJNA!!! Jadana na śniadanie, z dodatkiem mięska (kuleczek podgotowanej wcześniej wieprzowiny), z jajkiem (ugotowanym wcześniej na wpół miękko, tak że białko prawie ścięte a żółtko płynne), z zieleniną (cebulką) oraz z cieniutko pokrojonym w paseczki świeżym imbirem, który nadaje tej zupie fantastycznego aromatu! Do tego jeszcze różne małe dodatki, prażona cebulka czy coś jakby drobniutki makaronik. Każdy sobie taką zupę przyprawia tutaj według upodobania - chilli, sosem sojowym cukrem, sosem rybnym etc... Całość trzeba dokładnie wymieszać, wtedy żółtko nadaje zupie kremowej konsystencji. Zakochałam się w tej zupie, podobnie jak cała rzesza turystów! Nie muszę dodawać, że codziennie rano idziemy na nasz lokalny targ za rogiem na zupkę na nasze śniadanie. Takie danie kosztuje ok. 3 złote a jakie pyszne i niewątpliwie zdrowe. Piszę tyle o tej zupie, bo chciałabym zachęcić tych co się wybierają w te strony, żeby koniecznie spróbowali!!!
Poza tym pałaszujemy ogromne ilości świeżych owoców: mango, ananasów, jack fruity i papaje, co tylko nam wpadnie w ręce. Spacerujemy popołudniami po ulicach i zajadamy satay-e (takie malutkie grillowane szaszłyczki), różne grillowane lub smażone zakąski, a wieczorami żywimy się w różnych okolicznych restauracyjkach, lub po prostu na ulicy, gdzie rozłożone są stoliki. Żyć nie umierać! Będzie nam bardzo brakować tego jedzonka po powrocie do domu!

We are back in Thailand on the lower east coast. Sea, sand and sun although we had a couple of very severe rainstorms since our arrival. We are pretty much in a set routine with our eating pattern. We have both fallen in love with congee, the rice porridge dish that a lot of Thais have for breakfast. It is thickish rice gruel in which a semi boiled egg is put which is srired in to finish cooking in the hot soup. It also has finely shredded fresh ginger, various green leaves and spring onion and can have various types of mince meat, offal etc. Sometimes they sprinkle on crispy fried noodles and onions. For a breakfast dish it is delicious! Lunch time we normally have a salad with fresh veg bought at our local market with deep fried chicken or fish etc. We also but plenty of fresh mango, papaya, pineapple, jackfruit, bananas etc... so we are certainly getting our daily 5 portions of fresh fruit and veg. The evening there is so much choice that it is sometimes difficult to decide what and where to eat. There are a lot more muslims in this part of Thailand so you get excellent curries cooked my muslim ladies (some photos below). Also plenty of fresh sea food from a variety of whole fish, shells, crabs, squid, prawns and even the caviar from giant catfish. The local market is as colourful as ever selling a huge variety of fresh veg, fresh and dried sea foods and fruit. There are also a big veriety of snacks sold from the carts which come out during early evening and are parked along the main and side streets.

Poniżej parę fotek z jednego z naszych obiadów. Tym razem wybraliśmy się do bardzo sympatycznej i malutkiej restauracyjki prowadzonej przez muzułmanów (tutaj na południu Tajlandii jest znaczny procent muzułmanów). Curry pysznie doprawione, pikantne i do tego zupka, nieco inna, bo z wołowiną.
Below some of the curries and a soup we had in a small muslim restaurant.




No i różne specjały na wieczornym targu / Different snacks





No i tutejsza wersja zupki ryżowej "Congee" / And our favourite rice porridge "Congee"