20 July 2018

rewelacyjna płaszczka z patelni w sosie maślanym z kaparami


Zaglądnęłam dziś do Auchan-a i co widzę na stoisku z rybami?.... cudowną płaszczkę! Gdyby nie to, że kilka lat temu jedliśmy fantastyczną płaszczkę w Penangu, to pewnie nie zwróciłabym na nią uwagi. Pierwszy raz widzę w sklepie w Polsce płaszczkę, więc od razu wzięłam porcję. Nie jest to cała ryba a jej fragment, a dokładnie mówiąc są to płetwy, już bez skóry, tylko przyrządzić i można rozkoszować się tą bardzo delikatną rybą. W grubszej części u góry jest malutka chrząstka od której rozchodzą się jak wachlarz długie cienkie chrząstki. Po obu stronach jest delikatne białe mięso. Smażąc płaszczkę trzeba pilnować czasu, zbyt długa obróbka termiczna może spowodować, że z delikatnego mięsa zrobi się coś gumowatego. Przepis znalazłam tutaj. Gorąco polecam!!!!

Płaszczka z patelni w sosie maślanym z kaparami

1 porcja płaszczki ok 750 gr 
2 łyżki mąki
3 łyżki oleju
2 łyżki masła

sos maślany:
50-70 g masła
2 łyżki soku z cytryny (świeżo wyciśniętego)
2 łyżki kaparów

Rybę płuczemy pod bieżącą wodą i wycieramy ręcznikiem papierowym. Kroimy na 2-3 porcje. Lekko solimy po obu stronach i obtaczamy w mące. Na dobrze rozgrzaną patelnie wlewamy olej i dodajemy masło, układamy rybę i smażymy około 3 do 4 minut z każdej strony (zależy od grubości ryby). W tym samym czasie w rondelku podsmażamy masło aż nabierze lekko brązowego koloru, dodajemy wtedy sok z cytryny i opłukane kapary. Chwilę jeszcze trzymamy na ogniu mieszając i sos mamy już gotowy. Usmażoną rybę przekładamy na talerz, polewamy sosem i podajemy z bagietką i na przykład z miską sałat z vinegretem. Przepyszny obiad gotowy.

25 April 2018

Florencja


Ostatnie dni naszej podróży spędziliśmy pod Florencją. Oczywiście obeszliśmy całą Florencję, odwiedziliśmy stare kąty i nie obeszło się bez paru wizyt na moim ulubionym targu - Sant'Ambrogio. We Florencji praktycznie nie ma miejsc bez turystów ale są takie gdzie jest ich ciut mniej. I tak jest w tym przypadku. Sant'Ambrogio to duży kryty targ, gdzie sprzedawane są mięsa, sery, ryby, wędliny itp, zaś na zewnątrz świeże warzywa i owoce. 


Nie mogłam oprzeć się  pokusie i oczywiście kupiłam kawałek pysznej kremowej gorgonzoli ;-)


W samym środku hali jest trattoria da Rocco, którą od 50 lat prowadzi uroczy starszy pan. Idealne miejsce by zjeść pyszne proste jedzenie w towarzystwie Włochów i też oczywiście turystów.


My zamówiliśmy makarony, zwłaszcza moje danie przypadło mi do gustu :-)


A tuż obok kościoła Sant'Ambrogio, dosłownie kilkadziesiąt metrów od targu można spotkać kolejną ikonę i legendę tej okolicy, kolejnego pana który również od blisko 50 lat sprzedaje tu codziennie (prócz niedziel) klasyczne toskańskie flaczki. 

 
Od bardzo dawna nosiłam się z zamiarem popróbowania flaczków po florentyńsku i żołądków i w końcu tym razem zasiedliśmy i zamówiliśmy wszystko z menu - czyli trzy pozycje: trippa alla fiorentina, lampredotto con patate i panino lampredotto a do tego szklaneczka czerwonego toskańskiego wina. Smakowało rewelacyjnie. Flaczki (trippa) i żołądki (lampredotto) duszone w sosie pomidorowym z pikantnymi dodatkami i ze świeżą chrupiącą bułką były przepyszne! Zdecydowanie wrócimy tam jeszcze kiedyś.

Poniżej trippa alla fiorentina.


I lampredotto w obu postaciach - w sosie pomidorowym z ziemniaczkami oraz w formie kanapki (panino).




21 April 2018

Pienza i okolice


Pienza to bez wątpienia moje ulubione miejsce w Toskanii. To małe miasteczko zostało zaprojektowane w całości w XV wieku jako idealne miasto renesansowe. A wszystko to dzięki papieżowi Piusowi II, który urodził się tutaj i postanowił stworzyć coś niezwykłego. I bez wątpienia udało mu się. Ciągle tu wracam i choć pewnie znam tu prawie każdy kamień, to nie wyobrażam sobie podróży do Toskanii bez kilku dni tutaj. Do tego bardzo blisko stąd do Montepulciano, Montalcino, San Quirico i bardzo wielu innych przepięknych miejsc. Każde z nich słynie z wina, pysznej oliwy, miodów i oczywiście serów pecorino. Nie obeszło się bez zakupów..... ;-)
Specjalnościami tego rejonu są bez wątpienia "cinghiale" czyli dzik, najczęściej podawany tu w formie sosu (ragu) wraz z lokalnym ręcznie robionym makaronem "pici", ser pecorino i wędliny podawane z lokalnym winem na zakąskę, domowe tagliatelle z truflami (niesamowite po prostu!!!!) i na deser "cantucci" z "vin santo", czyli ciasteczka z migdałami oraz pyszne słodkie wino.
My po raz kolejny skusiliśmy się na bistecca fiorentina, kolejna specjalność toskańska. Befsztyk ten robi się z mięsa specjalnej rasy krów (chianina). Steki mają około 3 cm grubości i ważą średnio od 1 do 1,8 kilograma. Klasycznie piecze się je bardzo krótko tak by w środku mięso było surowe i bardzo krwiste, do tego pieczywo i ewentualnie sałatka. Tym razem skusiliśmy się na stek większy :-) Był pyszny. 


Na tą wyjątkową kolację wybraliśmy się do Montepulciano, do restauracji "Aqua Cheta", którą poleciła nam zaprzyjaźniona Włoszka. Wielbicieli steków gorąco zachęcam żeby się tam wybrać bo warto. Należy jedynie pamiętać o wcześniejszej rezerwacji, bo wolnych miejsc nigdy nie ma. No i przy okazji można zwiedzić to jedno z najbardziej znanych miasteczek we Włoszech i skosztować słynnego wina (Nobile di Montepulciano).



17 April 2018

Bolonia inaczej


Bolonia ogromnie mi się spodobała bo po pierwsze nie ma masy turystów!!! Kilometrami ciągną się arkadowe podcienia, niezwykle wygodne do spacerowania (kto spacerował trochę np. po Florencji wie o czym mówię). Bardzo tu dużo też knajp, kafejek i innych ciekawych miejsc. No i bardzo smaczne jedzenie! Wśród różnych nowości popróbowaliśmy "piadinę" (na zdjęciu u góry) - cienki placek (coś jakby podpłomyk), przygotowany jak kanapka - z warzywami, wędliną czy serem i do tego podano nam przepyszną pikantną salsę :-) Sam placek podaje się lekko podgrzany i chrupiący. Ogromnie nam smakowało. Pianina jest jedną ze specjalności regionu Emilia Romania, a wywodzi się z Rawenny.
W Bolonii do kilku bardzo fajnych miejsc. Pierwsze niełatwo znaleźć ;-)


To zupełnie nierzucające się w oczy wejście prowadzi do najstarszej ostrii w mieście. Już od końca XIV wieku sprzedawane tu jest nieprzerwanie wino. A mowa o "Osterii del Sole", w samym sercu Bolonii. Do dziś sprzedają tu jedynie wino (i piwo). Miejsce kultowe z wyjątkową atmosferą, zupełnie bez zadęcia. Każdy może przynieść sobie zakąskę do wina wedle swojego upodobania. Wyskoczyłam na chwilkę i parę metrów dalej na rogu w cudownym niedużym sklepie z wszelakimi lokalnymi pysznościami (zdjęcie poniżej) kupiłam sery i wędliny a obok w piekarni chrupiącą bułkę. Rozłożyliśmy się z naszymi zakupami na stole (podobnie jak i kilka innych osób) i zagryzaliśmy popijając lokalne wino. Moim zdaniem warto spędzić parę godzin trochę inaczej, bo takie chwile zostają w pamięci na długo.


Trafiliśmy jeszcze na inne bardzo ciekawe miejsce - Mercato delle Erbe - którego środkowa część po renowacji pełni swoją dawną funkcję - czyli można tu kupić wszystko - warzywa, owoce, wędliny, jak na każdym placu targowym. Po obu stronach w mniejszych zadaszonych pomieszczeniach, gdzie dawniej też odbywał się handel, teraz po środku są stoliki a wkoło sprzedawcy z winem, jedzeniem na zimno i na ciepło. Wieczorem to miejsce tętni życiem do północy :-) Ogromnie się nam spodobało. Znalazłam też malutką rodzinną restaurację z rybami i owocami morza, poza centrum, nazywa się "Lo Scoglio", jedzenie bardzo dobre, niedrogie, choć wnętrze prościutkie. Rewelacyjna ośmiornica!!!!
O zabytkach nie piszę, bo to każdy znajdzie z łatwością. A jest co zwiedzać :-)
Do Bolonii wrócimy z pewnością :-)

12 April 2018

Pierwszy dzień w Bolonii


Wróciliśmy do naszej ukochanej Italii. Tym razem zatrzymaliśmy się na kilka dni w Bolonii. Dziś pierwszy spacer po mieście i prócz zabytków obowiązkowo wizyta na targu. Tu wygląda nieco inaczej bo targ to w zasadzie kilka wąziutkich uliczek, gdzie można kupić cudowne świeże owoce i warzywa jak i wszystkie specjały regionu: wędliny ze słynną mortadellą, sery - oczywiście króluje Parmiggiano, tortellini małe i duże, wino, ocet balsamiczny i wiele, wiele innych pyszności. Pachnie pięknie, nie wiadomo na co patrzeć. Prawdziwy raj dla wielbicieli dobrego jedzenia. Po spacerze degustowaliśmy lokalne wino i oczywiście tortelloni (te duże) i tortellini (malutkie) :-) Pyszności!!!








Oczywiście nie brakuje miejsc, gdzie można coś przekąsić :-)


No i na koniec tej któtkiej kulinarnej relacji mapa regionu ze specjalnościami, które się tu wytwarza.


31 March 2018

Hot cross buns w nowej odsłonie


W pierwszej kolejności życzę wszystkim tu zaglądającym radosnych i smakowitych Świąt Wielkanocnych !!!!
U mnie jak co roku pojawiły się tradycyjne angielskie bułeczki wielkanocne, tak zwane "Hot cross buns". To już kolejny przepis który wypróbowuję  i muszę przyznać że chyba jak dotąd to najlepszy. Bułeczki wyszły nie tylko bardzo aromatyczne i smaczne ale są również leciuteńkie i puszyste. A przepis jest autorstwa świetnego angielskiego piekarza Paula Hollywooda i gorąco polecam go wypróbować, niekoniecznie na święta. Palce lizać :-)

Hot cross buns

300 ml tłustego mleka (temp. pokojowa)
50 gr masła
500 gr mąki pszennej chlebowej (lub zwykłej jeśli ktoś nie ma)
1 łyżeczka soli
75 gr drobnego cukru do wypieków
7 gr drożdży instant (użyłam 20 gr świeżych)
1 jajko
75 gr rodzynek (użyłam malutkich angielskich currants)
50 gr mieszanej skórki kandyzowanej (pomarańcza, cytryna)
skórka otarta z 1 pomarańczy (uprzednio dobrze umytej!!!)
1 łyżeczka cynamonu mielonego (nie przepadam za cynamonem, użyłam angielskiej mieszanki "mixed spice")
1 jabłko, obrane i drobniutko pokrojone (kawałeczki wielkości małych rodzynków)

do zrobienie krzyżyków:
ok 75 gr mąki pszennej zwyczajnej
ok 100 gr wody

do glazurowania po upieczeniu:
kilka łyżek dżemu morelowego lub jak u mnie - syrop :50 gr cukru i 50 gr wody.

Masło roztapiamy w malutkim rondelku, dodajemy do mleka.
Do miski przesypujemy mąkę, sól, cukier (ja w części cukru uaktywniłam szybciutko drożdże). Dodajemy następnie, mleko z masłem, drożdże, jajko i wyrabiamy dokładnie - u mnie mikserem (z hakiem do ciasta kilka minut). Dodajemy startą skórkę z pomarańczy, bakalie i jabłko i wyrabiamy jeszcze parę minut. Moje ciasto na tym etapie było zbyt luźne więc dosypałam nieco więcej mąki. Ciasto przekładamy do miski wysmarowanej olejem, przykrywamy i odstawiamy na godzinę do wyrośnięcia. Po godzinie odgazowujemy (składamy ciasto by usunąć bąbelki powietrza) i ponownie przykrywamy w misce na godzinę. Ciasto ponownie składamy i dzielimy na 16 porcji, formujemy okrągłe bułeczki i układamy je na blasze przykrytej papierem do pieczenia (w odstępie około 1 - 1 1/2 cm). Gdy bułeczki wyrosną (ok 45 minut) mieszamy mąkę z wodą do zrobienia krzyżyków. Masa powinna mieć gęstość gęstej śmietany, niezbyt lejąca. Masę przekładamy do woreczka, zawiązujemy, odcinamy koniuszek i robimy na bułeczkach krzyżyki. Tak przygotowane bułki wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 C na około 15-20 minut. Bułeczki obserwujemy w czasie pieczenia i gdy staną się pięknie rumiane wyciągamy. Gdy bułeczki się pieką rozpuszczamy w rondelku dżem lub robimy syrop i gorącym dżemem/syropem smarujemy bułeczki zaraz po wyjęciu z pieca, będą się wtedy pięknie lśniły. Zostawiamy do wystygnięcia. Gotowe !
Oczywiście jak wszystkie drożdżówki, najsmaczniejsze są jeszcze letnie - gorąco polecam.

20 February 2018

Sałatka z roszponki, buraka i boczku


Kolejna sałatka i znowu buraczki. Upiekłam nieco więcej i jednego wykorzystałam dzisiaj. Pomyślałam że boczek i ser swietnie się z burakiem i listkami skomponują. Można dodać orzechów włoskich lub prażonych pestek z dyni, będzie bardziej chrupiąca. Poniżej proporcje dla 2-3 osób.

Sałatka z roszponki, buraka i boczku

1 większy burak (kupiłam podłużny),
2 duże garście roszponki
kawałek sera typu blue
3-4 plastry boczku

sos:
2 łyżki oliwy
1 łyżka oleju z pestek dyni
2 łyżki świeżego soku z cytryny
1/2 łyżki miodu
sól/pieprz

Buraka dokładnie myjemy i owijamy w folię aluminiową i pieczemy w 180 C przez około 1 godzinę, odwijamy z folii i studzimy (można wrzucić do zimnej wody). Gdy przestygnie obieramy. Boczek kroimy w słupki i smażymy na patelni aż lekko się zrumieni. Mieszamy składniki sosu w miseczce (ostrożnie z solą, bo i ser i boczek są już słone). Wszystkie składniki ukłądamy na talerzach i polewamy sosem. Podajemy z pieczywem. Gotowe! Smacznego!


17 February 2018

Sałatka z gruszką


Dziś kolejna sałatka. Gruszka, ser i orzechy to idealne połączenie a do tego troszkę zielonego i gotowe. I można ją przygotować w 5 minut ! Zachęcam do wypróbowania :-)
Poniżej przepis dla 2 osób.

Sałatka z gruszką

2 garście listków (u mnie roszponka i rukola)
1 gruszka dosyć twarda, obrana i pokrojona na plasterki/kawałki
kawałek sera - świetna jest gorgonzola, ja użyłam sera Stilton
duża garść orzechów włoskich

sos:
1 i 1/2 łyżki oliwy
1/2 łyżki oleju z orzechów włoskich
1/2 łyżki oleju z pestek dyni
łyżeczka miodu (jasnego)
1/2 łyżki balsamico
1 - 1 i 1/2 łyżki świeżego soku z  cytryny
sól/pieprz do smaku

Składniki sałatki układamy na talerzu - ser rozdrabniamy palcami, całość polewamy sosem, podajemy z grzankami lub świeżym pieczywem (ciabatta byłaby idealna).

Smacznego!

13 February 2018

carpaccio z buraka


Witajcie po dłuuuugiej przerwie :-) Myślę, że każdemu czasem przytrafia się kryzys twórczy, mnie też dopadł i w sumie myślę, że to dobrze, bo po tak długiej przerwie można stanąć przy garach z nowymi pomysłami i z entuzjazmem. Już od jakiegoś czasu nosiłam się z myślą żeby zacząć wrzucać na bloga moje różne nowości, ale zima, szarówka i generalnie brak światła stanął tu na przeszkodzie. Pomyślałam więc, że póki pogoda i światło nie sprzyjają mogę zająć się czymś lekkim i szybkim na lekki lunch i może jakoś się uda. No i oto jest bardzo smakowita sałatka a w zasadzie carpaccio z buraka. Plusem ogromnym jest to, że buraka można upiec sobie dzień wcześniej i tylko wyjąć z lodówki na godzinkę przed podaniem, żeby nie był aż tak zimny. 
A dlaczego burak? I carpaccio? Kilka miesięcy temu poszliśmy na kolację do jednej z krakowskich restauracji i na przystawkę spróbowaliśmy właśnie carpaccio z buraka. I było pyszne! Zimą rozglądaliśmy się po sklepach za mandoliną (bo ręcznie nożem nigdy nie pokroję tak cieniutkich plasterków) i gdy już ją zakupiliśmy to nie było odwrotu. Dziś chcę pokazać carpaccio które znalazłam w necie tutaj, z drobnymi bardzo zmianami. Gorąco polecam :-) Pyszne !

Carpaccio z buraka

na 3-4 porcje:
1 duży podłużny burak
małe opakowanie listków rukoli (lub jak kto woli - roszponki, rukwi...)
nieduży kawałek sera koziego - białego lub roladkę (ja kupiłam serek biały z miodem) 
orzechy włoskie - garść

do sosu vinaigrette:
2 łyżki oliwy extra vergine
1 łyżka octu balsamico
szczypta soli
1 łyżeczka musztardy pełnoziarnistej
1 łyżeczka jasnego miodu
2 łyżki świeżego soku z cytryny

Buraka dobrze myjemy, osuszamy i zawijamy w folię aluminiową. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 C na co najmniej 1 godzinę (ja piekłam około 1h i 15 minut). Aż będzie upieczony. Rozwijamy z folii i wrzucamy do bardzo zimnej wody. W tym czasie wysypujemy na blachę orzechy i pieczemy około 5 minut (w tej samej temperaturze). Koniecznie trzeba zaglądać bo gdy zaczną lekko brązowieć są już gotowe (nie chcemy żeby się spaliły bo będą gorzkie). Wyciągamy i przesypujemy do miseczki. Gdy przestygnie wyciągamy, obieramy, obcinamy końce i kroimy na cieniutkie plasterki najlepiej na mandolinie (uwaga na palce!!!). Układamy na talerzu, na środku układamy listki rukoli, posypujemy rozdrobnionym w palcach serkiem i orzechami.
W miseczce mieszamy składniki na sos vinaigrette i koniecznie próbujemy - sos musi być słodki i wyraźnie kwaśny, żeby przełamać słodycz buraka i nadać wyrazistości naszej przystawce. Skrapiamy całość. Gotowe! Smacznego 

17 August 2016

Kokosanki


Kokosanki zawsze kupowałam w cukierni i nie przyszło mi na myśl żeby je samej zrobić. Wczoraj robiąc porządki w szafce znalazłam worek wiórków kokosowych i po krótkich poszukiwaniach w necie szybciutko upiekłam całą blachę tych pyszności :) 
Oryginalny przepis znalazłam tutaj :)
Kokosanki są mięciutkie, wilgotne w środku i pysznie kokosowe :) Szybki i smaczny pomysł na wykorzystanie białek które zostają nam często w kuchni.

Kokosanki

300 gr wiórków kokosowych
85 gr masła
4 białka
85 gr cukru
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej

Wiórki przesypujemy do miski. Masło topimy w rondelku i zalewamy wiórki mieszając. Ubijamy białka na sztywno, na koniec dodajemy stopniowo cukier stale ubijając i na końcu mąkę ziemniaczaną. Blachę wykładamy papierem do pieczenia. W zmoczonych wodą dłoniach formujemy kulki nieco większe od orzecha, układamy na blasze i lekko spłaszczamy. Mnie wyszło koło 30 sztuk więc trzeba układać w miarę gęsto :)
Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 C i pieczemy około 15 minut aż się lekko zezłocą. Studzimy i gotowe :)

16 August 2016

Zielone curry z dorszem


Wczoraj przygotowałam kolejne curry lecz tym razem tajskie. Mam w lodówce słoiczki z pastami curry, zawsze też mam pod ręką puszkę mleczka kokosowego a reszta to już drobiazg :)
Postanowiłam przygotować pyszne zielone curry z zielonymi warzywami i kawałkami fileta z dorsza. O ile indyjskie curry możemy przygotować wcześniej to tajskie curry przygotowujemy tuż przed podaniem. Do tego obowiązkowo ryż jaśminowy :)

Zielone curry z dorszem

50 gr pasty curry zielonego
1 puszka mleczka kokosowego (400 ml)
1 mała cukinia (ok 15 cm długości) pokrojona na nieduże kawałki
mała garść fasolki zielonej świeżej (można dać ewentualnie mrożoną), pokrojonej na 3 cm kawałki
garść zielonego mrożonego groszku
ok 200 gr fileta z dorsza, pokrojonego na mniejsze kawałki (u mnie kostka ok 2 cm)
świeża kolendra, pokrojona niezbyt drobno

Na dużą patelnie wykładamy pastę curry i 1/3 mleczka kokosowego. Smażymy mieszając aż się rozpuści i dolewamy resztę mleczka. Gdy się zagotuje dodajemy warzywa i gotujemy na średnim ogniu aż będą prawie gotowe. Na końcu dodajemy kawałki ryby i gotujemy delikatnie mieszając jeszcze 3-4 minuty aż ryba będzie ugotowana. Na koniec posypujemy świeżą kolendrą i podajemy z ryżem jaśminowym. Smacznego :)

15 August 2016

Curry ze słodkich ziemniaków i zielonego groszku


Kolejne pyszne curry. Pachnące o kremowej konsystencji. Uwielbiam curry z mleczkiem kokosowym :) A raczej powinnam przyznać, że każde curry uwielbiam. Podczas mojego rocznego pobytu w Indiach zakochałam się w kuchni azjatyckiej i tak już mi zostało. Stąd często kuchnia wschodu gości na moim stole. To curry, podobnie jak i większość innych to proste danie. Jak ktoś zgromadzi sobie w domu małą kolekcję najczęściej używanych przypraw to pozostaje już tylko kupić podstawowe składniki i zabrać się do gotowania. Gorąco polecam. Oczywiście podajemy z ryżem, najlepiej z pachnącym basmati :)

Curry ze słodkich ziemniaków i zielonego groszku

2 łyżki oleju
duża cebula drobno posiekana
2 łyżeczki kminu w proszku
3 łyżeczki kolendry w proszku
1 i 1/2 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki chilli
1 puszka pomidorów (lub 2-3 duże świeże pomidory obrane ze skórki i posiekane)
2 średnie słodkie ziemniaki
1 szklanka zielonego groszku (mrożonego)
ok. 270 ml mleczka kokosowego ( z puszki)

W rondlu rozgrzewamy olej, dodajemy cebulę i smażymy mieszając aż stanie się szklista, wtedy dodajemy przyprawy i smażymy mieszając ok 30 sekund, aż poczujemy ich zapach. Wtedy dodajmy posiekane pomidory i smażymy mieszając na średnim ogniu aż powstanie sos. Słodkie ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę (ok. 2 cm) tuż przed dodaniem gdyż szybko zaczynają brązowieć. Dodajemy je do sosu, dodajemy też groszek i zalewamy mleczkiem kokosowym. Po zagotowaniu przykrywamy i dusimy co jakiś czas mieszając aż ziemniaki będą miękkie. Gotowe :)

14 August 2016

Curry z kalafiora z soją



To pyszne curry zrobiłam parę miesięcy temu ale miałam problemy z lapkiem i nastąpiła dłuższa przerwa we wpisach. Mam nadzieję, że już bardziej regularnie będą pojawiać się nowe przepisy :)
Curry jest proste, bardzo aromatyczne, świetne na letni obiad. Ja dodałąm kostkę sojową co oczywiście jest opcjonalne. Oczywiście podajemy z ugotowanym na sypko ryżem, najlepiej basmati :)

Curry z kalafiora z soją

1 nieduży kalafior, umyty i podzielony na małe różyczki
2 cebule posiekane
pół puszki pomidorów (lub 2 duże świeże obrane ze skórki) - posiekane
parę łyżek oleju
łyżka startego świeżego korzenia imbiru
1/2 łyżeczki nasion kminu
kilka świeżych listków curry (można kupić w sklepach z orientalną żywnością)
1/2 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki ostrego chilli w proszku
1 łyżeczka przyprawy "garam masala"
woda 
1 szklanka kostki sojowej (opcjonalnie)
świeża kolendra do posypania przed podaniem (opcjonalnie)

Do rondla wlewamy parę łyżek oleju, gdy będzie gorący wrzucamy kmin, listki curry i starty imbir, smażymy mieszając dłuższą chwilę, następnie dodajemy cebulę i smażymy mieszając aż się lekko zezłoci. Dodajemy wtedy pokrojone w kostkę pomidory, kurkumę, sól i mieszając smażymy kilka minut aż powstanie sos. Dodajemy przyprawę "garam masala" i chilli i mieszamy. Wrzucamy różyczki kalafiora i smażymy w sosie mieszając 2-3 minuty. Zalewamy wodą tak by kalafior był do połowy w płynie. Lepiej nie nalać zbyt dużo, zawsze można dolać troszkę w czasie gotowania. Gotujemy aż kalafior będzie miękki. Jeśli chcemy dodać kostkę sojową dolewamy nieco więcej wody (lecz nie zbyt dużo) i wrzucamy kostkę na około 5 minut przed końcem duszenia kalafiora (gdy jest na wpół miękki). Soja wsiąknie aromatyczny sos. W razie potrzeby można dodać odrobinę wody, gdyby sosu było mało.
Przed podaniem posypujemy posiekaną świeżą kolendrą. 
Smacznego !

6 April 2016

szarlotka mocno jabłkowa


Przepis na tą przepyszną szarlotkę wyciągnęłam od kolegi, który gotuje i piecze niesamowite rzeczy. I choć robiłam już kiedyś niezbyt udane podejście do innego przepisu na szarlotkę, postanowiłam dać sobie jeszcze jedną szansę. I tym razem wyszła niesamowicie pyszna. Malutko ciasta i bardzo dużo jabłek. Można by się pokusić o określenie że jest to szarlotka dietetyczna ;) Z całego serca zachęcam do wypróbowania przepisu i jestem przekonana że wtedy i u Was zagości już na stałe. Tej szarlotce nie można się po prostu oprzeć :))))
Poniższy przepis jest na podwójną porcję ciasta na tortownicę 22 cm średnicy. Połowę ciasta której nie będziemy używać zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do zamrażalnika. Będzie jak znalazł na kolejny raz :)

Szarlotka mocno jabłkowa - porcja na 2 szarlotki:

2 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki cukru
250 gr masła
1 całe jajo
2 żółtka
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
 i oczywiście jabłka - szara reneta ok 1-1,3 kg na jedną szarlotkę

Do malaksera wsypujemy mąkę, cukier, proszek do pieczenia, dodajemy masło i miksujemy. Następnie dodajemy jajo i żółtka i miksujemy aż do uzyskania kuli. W razie potrzeby dodać można łyżkę zimnej wody.
Ciasto wyjmujemy, dzielimy na pół, połowę zawijamy i zamrażamy a drugą połowę wkładamy na parę godzin do lodówki.
Przed pieczeniem nagrzewamy piekarnik do 180 C. Smarujemy tortownicę (22 cm) masłem, połową ciasta z lodówki wyklejamy spód i podpiekamy ok 20 minut aż będzie złocisty. Resztę ciasta zawijamy i wkładamy do zamrażalnika, będzie nam go łatwiej potem zetrzeć na wierzch szarlotki.
Obieramy renety i ścieramy na tarce (duże oczka). Wykładamy starte jabłka następnie na podpieczony spód i na wierzch trzemy resztę ciasta która się w międzyczasie schlodzila w zamrażalniku (również na dużych oczkach).
Całość wkładamy do pieca i pieczemy ok 40 minut aż wierzch się zrumieni. Ja na ostatnie 10 minut włączam termoobieg :)
Po wyjęciu z pieca zostawiamy w tortownicy aż do wystygnięcia (stawiam na kratce) i po przełożeniu na talerz posypujemy cukrem pudrem. Gotowe. Smakuje najlepiej jeszcze lekko letnia :)))



4 April 2016

Pieczona perliczka


Tuż przed Wielkanocą udało mi się kupić świeżutką perliczkę. Pamiętam, że dawno temu jadłam raz w restauracji i bardzo mi smakowała. Mięsko jest ciemne, ma wyrazisty ale delikatny smak. Jedyny problem to to że ptaszek jest chudziutki i należy go odpowiednio przygotować by podczas pieczenia nie wysechł zbytnio. Znalazłam łatwy przepis na upieczenie perliczki tutaj i tak też ją przygotowałam. Wyszła pysznie :) Najlepiej ją zjeść zaraz po upieczeniu. Nie ukrywam, że zjedliśmy po połowie na kolację :))) Choć perliczka ważyła ponad kilo to nie ma na niej aż tak dużo mięsa. Może starczyć na dwie duże porcję lub cztery skromne.

Pieczona perliczka

perliczka świeża ok 1200 gr
opakowanie boczku wędzonego w plasterkach (ok. 200 gr)
2-2,5 litra solanki
1 większe jabłko - szara reneta
1/2 łyżeczki majeranku suszonego
pieprz

Dzień wcześniej, oczyszczamy i myjemy dokładnie perliczkę, sprawdzamy czy wewnątrz nie ma podrobów i szyi, jeśli są wyciągamy. Szyję można zamrozić i wykorzystać do gotowania rosołu, na pewno doda aromatu. Perliczkę na noc moczymy w solance - na pół litra wody potrzeba 1 łyżkę soli. Najlepiej sól rozpuścić w szklance gorącej wody i następnie wymieszać z zimną wodą. Wkładamy perliczkę do zimnej solanki by była całkiem zanurzona w  płynie, przykrywamy   i odstawiamy na noc do lodówki.
Kolejnego dnia wyciągamy z solanki dokładnie wycieramy (najlepiej papierowymi ręcznikami) i zostawiamy jeszcze na kilka godzin w lodówce. 
Perliczkę przed pieczeniem wyciągamy z lodówki. Obieramy jabłko i kroimy w niewielką kostkę, mieszamy z majerankiem i nadziewamy perliczkę, a następnie okładamy perliczkę plasterkami boczku i obwiązujemy nicią by boczek nie zsunął się podczas pieczenia. Posypujemy pieprzem, nie solimy bo po całonocnym moczeniu w solance mięso będzie dość słone.
Perliczkę umieszczamy w żaroodpornym naczyniu, podlewamy niewielką ilością wody (ok 1/3 szklanki). Naczynie przykrywamy i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 230 C na ok. 20 minut, potem skręcamy temperaturę do 180 C i pieczemy kolejną godzinę a na końcu odkrywamy naczynie i dopiekamy jeszcze ok 20 minut tak by boczek się zrumienił (w razie potrzeby włączyć termoobieg). Podczas pieczenia polewamy perliczkę co jakiś czas wytworzonym płynem.
Upieczoną perliczkę wyciągamy z pieca i przekładamy na deskę, okrywamy szczelnie folią aluminiową i odstawiamy na ok. 15 minut. Następnie kroimy perliczkę na porcje i serwujemy od razu wraz z upieczonym wewnątrz jabłuszkiem. 

Perliczka tuż przed włożeniem do pieca