6 April 2016

szarlotka mocno jabłkowa


Przepis na tą przepyszną szarlotkę wyciągnęłam od kolegi, który gotuje i piecze niesamowite rzeczy. I choć robiłam już kiedyś niezbyt udane podejście do innego przepisu na szarlotkę, postanowiłam dać sobie jeszcze jedną szansę. I tym razem wyszła niesamowicie pyszna. Malutko ciasta i bardzo dużo jabłek. Można by się pokusić o określenie że jest to szarlotka dietetyczna ;) Z całego serca zachęcam do wypróbowania przepisu i jestem przekonana że wtedy i u Was zagości już na stałe. Tej szarlotce nie można się po prostu oprzeć :))))
Poniższy przepis jest na podwójną porcję ciasta na tortownicę 22 cm średnicy. Połowę ciasta której nie będziemy używać zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do zamrażalnika. Będzie jak znalazł na kolejny raz :)

Szarlotka mocno jabłkowa - porcja na 2 szarlotki:

2 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki cukru
250 gr masła
1 całe jajo
2 żółtka
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
 i oczywiście jabłka - szara reneta ok 1-1,3 kg na jedną szarlotkę

Do malaksera wsypujemy mąkę, cukier, proszek do pieczenia, dodajemy masło i miksujemy. Następnie dodajemy jajo i żółtka i miksujemy aż do uzyskania kuli. W razie potrzeby dodać można łyżkę zimnej wody.
Ciasto wyjmujemy, dzielimy na pół, połowę zawijamy i zamrażamy a drugą połowę wkładamy na parę godzin do lodówki.
Przed pieczeniem nagrzewamy piekarnik do 180 C. Smarujemy tortownicę (22 cm) masłem, połową ciasta z lodówki wyklejamy spód i podpiekamy ok 20 minut aż będzie złocisty. Resztę ciasta zawijamy i wkładamy do zamrażalnika, będzie nam go łatwiej potem zetrzeć na wierzch szarlotki.
Obieramy renety i ścieramy na tarce (duże oczka). Wykładamy starte jabłka następnie na podpieczony spód i na wierzch trzemy resztę ciasta która się w międzyczasie schlodzila w zamrażalniku (również na dużych oczkach).
Całość wkładamy do pieca i pieczemy ok 40 minut aż wierzch się zrumieni. Ja na ostatnie 10 minut włączam termoobieg :)
Po wyjęciu z pieca zostawiamy w tortownicy aż do wystygnięcia (stawiam na kratce) i po przełożeniu na talerz posypujemy cukrem pudrem. Gotowe. Smakuje najlepiej jeszcze lekko letnia :)))



4 April 2016

Pieczona perliczka


Tuż przed Wielkanocą udało mi się kupić świeżutką perliczkę. Pamiętam, że dawno temu jadłam raz w restauracji i bardzo mi smakowała. Mięsko jest ciemne, ma wyrazisty ale delikatny smak. Jedyny problem to to że ptaszek jest chudziutki i należy go odpowiednio przygotować by podczas pieczenia nie wysechł zbytnio. Znalazłam łatwy przepis na upieczenie perliczki tutaj i tak też ją przygotowałam. Wyszła pysznie :) Najlepiej ją zjeść zaraz po upieczeniu. Nie ukrywam, że zjedliśmy po połowie na kolację :))) Choć perliczka ważyła ponad kilo to nie ma na niej aż tak dużo mięsa. Może starczyć na dwie duże porcję lub cztery skromne.

Pieczona perliczka

perliczka świeża ok 1200 gr
opakowanie boczku wędzonego w plasterkach (ok. 200 gr)
2-2,5 litra solanki
1 większe jabłko - szara reneta
1/2 łyżeczki majeranku suszonego
pieprz

Dzień wcześniej, oczyszczamy i myjemy dokładnie perliczkę, sprawdzamy czy wewnątrz nie ma podrobów i szyi, jeśli są wyciągamy. Szyję można zamrozić i wykorzystać do gotowania rosołu, na pewno doda aromatu. Perliczkę na noc moczymy w solance - na pół litra wody potrzeba 1 łyżkę soli. Najlepiej sól rozpuścić w szklance gorącej wody i następnie wymieszać z zimną wodą. Wkładamy perliczkę do zimnej solanki by była całkiem zanurzona w  płynie, przykrywamy   i odstawiamy na noc do lodówki.
Kolejnego dnia wyciągamy z solanki dokładnie wycieramy (najlepiej papierowymi ręcznikami) i zostawiamy jeszcze na kilka godzin w lodówce. 
Perliczkę przed pieczeniem wyciągamy z lodówki. Obieramy jabłko i kroimy w niewielką kostkę, mieszamy z majerankiem i nadziewamy perliczkę, a następnie okładamy perliczkę plasterkami boczku i obwiązujemy nicią by boczek nie zsunął się podczas pieczenia. Posypujemy pieprzem, nie solimy bo po całonocnym moczeniu w solance mięso będzie dość słone.
Perliczkę umieszczamy w żaroodpornym naczyniu, podlewamy niewielką ilością wody (ok 1/3 szklanki). Naczynie przykrywamy i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 230 C na ok. 20 minut, potem skręcamy temperaturę do 180 C i pieczemy kolejną godzinę a na końcu odkrywamy naczynie i dopiekamy jeszcze ok 20 minut tak by boczek się zrumienił (w razie potrzeby włączyć termoobieg). Podczas pieczenia polewamy perliczkę co jakiś czas wytworzonym płynem.
Upieczoną perliczkę wyciągamy z pieca i przekładamy na deskę, okrywamy szczelnie folią aluminiową i odstawiamy na ok. 15 minut. Następnie kroimy perliczkę na porcje i serwujemy od razu wraz z upieczonym wewnątrz jabłuszkiem. 

Perliczka tuż przed włożeniem do pieca


26 March 2016

Hot Cross Buns na Wielkanoc z życzeniami :)


Przede wszystkim życzę wszystkim którzy odwiedzają mój blog - Wesołych i Zdrowych Świąt Wielkanocnych :)
A poniżej przepis na kolejną, czwartą już wersję tradycyjnych bułeczek angielskich przygotowywanych na Wielkanoc. Tym razem bułeczki z żurawiną i skórką otartą z pomarańczy. Przepis oryginalny tutaj

Hot Cross Buns z żurawiną i skórką z pomarańczy

skórka otarta z 2 pomarańczy
sok wyciśnięty z 1 pomarańczy
100 gr suszonej żurawiny
250 ml mleka
50 gr masła pokrojonego w kostkę
1 duże jajko
500 gr mąki pszennej chlebowej
15-18 gr świeżych drożdży
2 łyżeczki przyprawy "mixed spice" 
1 łyżeczka soli
100 gr drobnego cukru do wypieków
odrobina oleju do wysmarowania miski

pasta do zrobienia krzyżyków:
50 gr mąki
70-80 gr wody

syrop do glazury:
50 gr wody
50 gr cukru

Mleko z masłem podgrzewamy w rondelku na małym ogniu aż masło się rozpuści. Zdejmujemy z kuchenki. 
Żurawinę zalewamy 75 ml gorącej wody i sokiem z 1 pomarańczy - ja sugeruję namoczyć żurawinę tylko w soku pomarańczowym.
W dzieży mieszamy mąkę, sól, cukier, przyprawę, skórkę otartą z pomarańczy i dodajemy jajko. Do letniego mleka z masłem dodajemy drożdże i mieszamy aż się rozpuszczą i dodajemy do mąki i miksujemy (hakiem) ok 4 minut. Osączamy żurawinę i dodajemy do ciasta i wyrabiamy jeszcze 2 minutki aż żurawina wymiesza się z ciastem.
Ja ciasto jeszcze chwilkę wyrabiałam na stolnicy lekko podsypując mąką, gdyż ciasto jest nieco kleiste. Następnie przekładamy je do miski nasmarowanej olejem, przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia około godziny (ciasto ma podwoić swoją objętość). Następnie dzielimy ciasto na 16 równych części i formujemy bułeczki. Układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przykrywamy lnianą ściereczką i zostawiamy na ok godzinę do wyrośnięcia.
Gdy bułeczki ładnie wyrosną przygotowujemy pastę do krzyżyków (nie może być zbyt gęsta ani zbyt lejąca), przekładamy ją do niewielkiego woreczka, nacinamy róg i wyciskając pastę robimy wzór krzyża na bułeczkach. Bułeczki wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 C na około 20 minut aż bułeczki się pięknie zrumienią.
Gdy bułeczki się pieką przygotowujemy syrop, czyli zagotowujemy wodę z cukrem. Bułeczki po wyjęciu z pieca od razu smarujemy syropem i przekładamy na kratkę by wystygły.
Najlepiej smakują świeżutkie, przekrojone i posmarowane masełkiem :)
Smacznego!


20 March 2016

aromatyczny gulasz z indyka w sosie grzybwym


Dziś łatwy i bardzo smaczny gulasz z udźca indyczego w pieczarkami i suszonymi prawdziwkami.
Świetnie smakuje z kopytkami, kasza czy kluseczkami.

Gulasz z indyka w sosie grzybowym

1 kilo udźca z indyka - mięso bez skóry i bez kości, pokrojone w kostkę ok 2-3 cm
2 średnie cebule posiekane
500 gr małych pieczarek
40-50 gr masła
2-3 łyżki oleju
spora garść suszonych prawdziwków (namoczyć na noc)
100 ml białego wytrawnego wina
200 ml śmietanki 30 %
sól/pieprz do smaku

Grzyby namoczone podgotowujemy, jeśli całe a nie krojone to po podgotowaniu kroimy na plasterki. Wodę z gotowania zatrzymujemy.
Oczyszczamy pieczarki i kroimy na połówki. Na dużej patelni rozpuszczamy polowe masła i smażymy połowę pieczarek aż się lekko zrumienią. Wyciągamy i na drugiej połowie masła smażymy resztę pieczarek. Również wyciągamy.
W rondlu smażymy kilka minut cebulę na oleju aż stanie się miękka i szklista, dodajemy mięso i na dużym ogniu smażymy mieszając kilka minut. Dolewamy wino i po chwili wodę z grzybów i prawdziwki, a gdy się zagotuje to dodajemy też pieczarki, doprawiamy solą i pieprzem i dolewamy śmietankę. Dusimy na małym ogniu ok 15 minut a potem ściągamy pokrywkę i gotujemy dalsze ok 15 minut aż sos zgęstnieje. Gotowe :)

14 March 2016

Zapiekanka rybaka czyli Fisherman's Pie


Dziś danie z Wysp :) Fajna zapiekanka z rybą i krewetkami, a dzięki dodatkowi wędzonej ryby jest bardzo aromatyczna. Niestety gorącą trudno się dzieli ale za to smakuje świetnie co chyba jest najważniejsze.
Ja moją zapiekankę przygotowałam dla dwóch osób na dwa dni, ale śmiało taka ilość można podzielić również na 6 porcji. 

Zapiekanka rybaka - Fisherman's Pie

400 gr filet z dorsza w kawałkach (bez skóry i ości)
250 gr krewetek (kupiłam mrożone, już obgotowane)
300 gr wędzonej ryby - użyłam halibuta - również bez ości i skóry
3 szklanki mleka
3 łyżki mąki (czubate)
50-60 gr masła
sól/pieprz
3/4 szklanki kukurydzy z puszki
4 jajka ugotowane na twardo (obrane)
natka pietruszki

na pure:
800-900 gr ziemniaków
2-3 łyżki masła
mleko
 
Przygotowujemy sos - w rondlu podsmażamy masło z mąką, gdy zasmażka jest gotowa dolewamy stopniowo mleka stale mieszając. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Dodajemy rybę (dorsza) rozdrobnionego na nieduże kawałki, krewetki i lekko rozdrobnioną wędzoną rybę. Delikatnie mieszamy i dodajemy osączoną kukurydzę i gotujemy na małym ogniu parę minut.
Przelewamy sos do formy. Na wierzchu układamy połówki jajek. Posypujemy po wierzchu posiekaną natką pietruszki.
Gotujemy wcześniej ziemniaki i gorące po odcedzeniu przeciskamy przez praskę, dodajemy masła i po odrobinie mleka, mieszamy, doprawiamy do smaku. Ziemniaki delikatnie nakładamy łyżką na sos i na końcu ostrożnie wyrównujemy wierzch i robimy wzorek widelcem. na wierzch kładziemy w paru miejscach odrobinę masła. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180-190 C na około 30 minut. Podajemy od razu po wyjęciu. 
Smacznego :)




4 March 2016

Pikantna zupa marchewkowa z soczewicą


No i następa zupka. Tym razem nieco słodka i pikantna gęsta zupa z marchewki. Pięknie pachnie i pysznie smakuje. Kolejna zupa na zimne jeszcze dni. 
Kolejny przepis z mojej małej książeczki "A Little Book of Soups".

Pikantna zupa marchewkowa z soczewicą

2 łyżki oliwy
1 w miarę duża cebula posiekana
szczypta gałki muszkatołowej
1 łyżeczki łagodnej przyprawy curry
1,5 kg marchewki obranej (3/4 z grubsza pokrojonej a 1/4 w mała kostkę)
1 litr wywaru warzywnego lub drobiowego/mięsnego
120 gr czerwonej soeczewicy dobrze wypłukanej pod bierzącą wodą
pół szklanki mleczka kokosowego
80-100 ml śmietany 18%
sól/pieprz do smaku
pęczek świeżej kolendry

W rondlu smażymy na wolnym ogniu na oliwie cebulkę z gałką muszkatołową i przyprawą curry przez 5-10 minut aż cebula będzie miękka. Dodajemy grubiej pokrojone marchewki, wywar i gotujemy 20-25 minut. Miksujemy blenderem aż konsystencja będzie gładka, ponownie stawiamy na ogniu i dodajemy marchewkę w kostkę i soczewicę i gotujemy na małym ogniu jeszcze ok 20 minut. Dodajemy następnie mleczko kokosowe, śmietanę i 2 łyżki świeżej kolendry posiekanej i gotujemy jeszcze kilka minut. Podajemy posypaną posiekaną świeżą kolendrą. 
Smacznego

29 February 2016

Bakewell Tart - tarta migdałowa


Dawno temu upiekłam tą tartę i bardzo mi posmakowała więc kilka dni temu upiekłam ją ponownie :) Taka Brytyjska klasyka. Nie jest zbyt słodka i pysznie migdałowa. Przepis zaczerpnęłam z małej książeczki "Be-Ro Home Recipies"
Myślę, że można ją równie dobrze zrobić w formie mazurka na Wielkanoc. Polecam bo pyszna :)
Przepis na tartę o średnicy 25 cm.

Bakewell Tart- tarta migdałowa

kruche ciasto:
300 gr mąki
80 gr masła
80 gr smalcu
60 gr drobnego cukru do wypieków
85 gr bardzo zimnej wody

nadzienie:
2-3 łyżki dżemu
150 gr masła w temperaturze pokojowej
150 gr drobnego cukru do wypieków
200 gr mielonych migdałów
100 gr mąki ryżowej
2 jajka
opcjonalnie - kilka kropel aromatu migdałowego
garść zblanszowanych i obranych migdałów do dekoracji (połówki)

Przygotowujemy dzień wcześniej kruche ciasto - do malaksera wrzucamy mąkę, cukier, masło i smalec i miksujemy chwilkę i potem dodajemy wodę, miksujemy do utworzenia się kuli ciasta. Zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki.
Wałkujemy ciasto (odkładając część na przybranie) i wykładamy na posmarowaną masłem foremkę. Przycinamy ciasto do foremki i wkładamy na parę godzin do lodówki.
By przygotować nadzienie miksujemy mikserem masło i cukier  aż stanie się puszyste. Dodajemy stopniowo migdały wymieszane z mąką ryżową i jajka stale miksując. 
Spód tarty smarujemy cienko dżemem, wykładamy na to nadzienie i rozsmarowujemy. 
Pozostałe ciasto wałkujemy, tniemy na cienkie paseczki i dekorujemy wierzch tarty ( robimy kratkę).
Układamy na wierzchu migdały i wkładamy całość do pieca nagrzanego do 190 C i pieczemy ok 35 minut, aż tarta się ładnie zrumieni na wierzchu.
Gdy przestygnie przekładamy na talerz. Gotowe :)


26 February 2016

Libańska zupa z soczewicą i cieciorką


To już trzecia zupa z bardzo fajnej małej książeczki "A Little Book of Soups". Tym razem nieco wschodnie klimaty :) Zupa nie tylko jest pożywna i nie bardzo kaloryczna ale też kolorowa co o tej porze roku z pewnością jest na plus. Bardzo prosta i stosunkowo szybka w przygotowaniu i na drugi dzień smakuje jeszcze lepiej :) Doskonała na zimę. Gorąco polecam !

Libańska zupa z soczewicą i cieciorką

2 łyżki oliwy
2 średnie cebule drobno posiekane
2-3 ząbki czosnku posiekane
4 łyżeczki mielonego kminu (rzymskiego - nie kminku)
4 łyżeczki mielonej kolendry
szczypta mielonego cynamonu
2 łyżeczki pasty "harissa"
1 czerwona papryka oczyszczona z nasion i pokrojona w małą kostkę (0,5 cm)
2 łyżeczki pure pomidorowego (użyłam małą puszeczkę koncentratu Pudliszek)
2 pomidory obrane ze skórki i pokrojone w kostkę podobnie jak papryka
1 puszka cieciorki - cieciorkę osączamy z płynu
150 gr czerwonej soczewicy, dobrze wypłukanej na sicie.
2 średnie ziemniaki obrane i pokrojone w niedużą kostkę
1 litr wywaru warzywnego lub drobiowego 
ok 2 łyżek świeżego soku wyciśniętego z cytryny
sól/pieprz do smaku
świeża kolendra posiekana do posypania po wierzchu

Oliwę podgrzewamy w rondlu, dodajemy cebulę i smażymy na wolnym ogniu ok. 10 minut aż stanie się miękka i szklista. Dodajemy czosnek, smażymy mieszając parę minut i dodajemy suche przyprawy i pastę harissa. Chwilę smażymy i dodajemy paprykę i po paru minutach pomidory, przecier pomidorowy, cieciorkę, soczewicę, ziemniaki, wywar, sok z cytryny i gotujemy ok 20-30 minut aż ziemniaki i soczewica będą miękkie. Doprawiamy do smaku solą/pieprzem.
Zupę podajemy posypaną posiekaną świeżą kolendrą.

21 February 2016

Grochówka z boczkiem i zielonym groszkiem



To już druga zupa wciągu tygodnia, ale o tej porze roku gotuję ich dużo. W zimne dni lubię zjeść coś ciepłego. A ta zupa to w zasadzie grochówka ale inaczej :) Gęsta, pożywna, w przeciwieństwie do poprzedniej (kremowej z kurczakiem i estragonem) nie jest kaloryczna, a do tego ma piękny kolor i jest trochę jak słońce na talerzu :)
Przepis z książeczki "A Little Book of Soups"

Grochówka z boczkiem i zielonym groszkiem

1 łyżka oliwy
150 gr boczku wędzonego w plasterkach - pokrojone w kostkę
łyżka masła
1 por pokrojony w półplasterki (odcinamy zgrubiałe zielone liście i używamy tylko części miękkiej pora)
1 nieduża cebula posiekana
500 ml wywaru warzywnego lub drobiowego
1 marchewka pokrojona w półplasterki
2 łodygi selera naciowego
125 gr grochu żółtego suchego (w połówkach)
szczypta świeżo zmielonej gałki muszkatołowej
100 gr mrożonego zielonego groszku
sól/pieprz do smaku

Dzień wcześniej wieczorem płuczemy dokładnie groch i zostawiamy na noc by się namoczył.
Przed gotowaniem zupy odcedzamy.
W rondlu rozpuszczamy masło, dodajemy pokrojonego pora i cebulkę i smażymy mieszając na małym ogniu przez ok 10 minut. Dodajemy marchewkę, seler i mieszając smażymy jeszcze chwilę, następnie dodajemy odcedzony groch i szczyptę gałki muszkatołowej i zalewamy wywarem. Gdy się zagotuje, przykrywamy i gotujemy na małym ogniu 20-30 minut. Na patelni rozgrzewamy oliwę i smażymy boczek aż będzie lekko chrupiący, odcedzamy i odkładamy na bok.
Miksujemy zupę blenderem dokładnie i dodajemy mrożony groszek i podsmażony boczek (można zostawić niewielką ilość boczku do przybrania zupy przed podaniem). Gotujemy jeszcze ok. 20 minut. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku i gotowe :)


16 February 2016

kremowa zupa z kurczakiem, estragonem i cytryną


Dawno się nie pojawiałam i muszę przyznać że ogromnie zatęskniłam za blogiem i pichceniem nowych dań. Nie znaczy to, że przez ostatnie miesiące nic się nie działo w mojej kuchni i nawet parę rzeczy mam schowanych w zanadrzu :) Mam nadzieję, że teraz już będą pojawiać się nowe wpisy nieco bardziej regularnie.
Dziś chciałam zaprezentować fajną zupę, pachnącą estragonem, bardzo kremową, bardzo kaloryczną, więc zdecydowanie nie dla osób na diecie :) Mimo, że zupa ma i dużo masła i śmietany, to cytryna daje jej lekkość smaku.
To moja pierwsza zupa z mojej nowej książeczki "A Little Book of Soups"

Kremowa zupa z kurczakiem, estragonem i cytryną

80 gr masła
2 średnie cebule, drobniutko posiekane
250 gr piersi z kurczaka, pokrojonej w małą kostkę (ok 1-1,5 cm)
4 łyżeczki suszonego estragonu
50 gr mąki
1 litr wywaru drobiowego lub warzywnego
2 cytryny - starta skórka i sok
4 łyżeczki sosu sojowego
300 ml śmietanki 30 %
sól/pieprz do smaku

W rondlu topimy masło, dodajemy cebulkę, przykrywamy i dusimy ok 15-20 minut aż stanie się bardzo miękka. Dodajemy kawałki kurczaka i estragon i obsmażamy mieszając 5 minut. Dodajemy mąkę, mieszamy i smażymy jeszcze minutkę. Następnie stopniowo dolewamy wywar mieszając stale. Dodajemy skórkę otartą z cytryn, część soku z cytryn i sos sojowy, mieszamy i gdy się zupa zagotuje przykrywamy, przykręcamy gaz i gotujemy ok 10 minut aż kurczak będzie miękki. Próbujemy i dodajemy soku z cytryny do smaku. Ja dałam prawie cały sok, ale to oczywiście zależy od wielkości cytryny i jak bardzo jest soczysta. Zupa nie powinna być zbyt kwaśna ale powinna mieć zdecydowanie kwaśny smak. Zdejmujemy zupę z ognia i odstawiamy na parę minut. Potem dodajemy śmietankę, stale mieszając i gotowe.
Podgrzewać zupę należy na średnim ogniu by się nam śmietana nie zważyła.
Życzę smacznego :)

8 March 2015

plaża i morze


Już trzy tygodnie lenię się nad morzem i nawet wpisu nie zrobiłam :) Jesteśmy ponownie w naszym ulubionym miejscu na wschodnim wybrzeżu Tajlandii. Niestety z roku na rok przybywa zagranicznych turystów, szkoda. Ale i tak mam nadzieję, miejsce to nie wyrośnie nigdy na turystyczną Mekkę.  Niewiele się działo prócz chodzenia na plażę czy basen, na spacery promenadą. Dziś wybraliśmy się na wycieczkę by pokarmić fajne małpki, dwa różne gatunki, na dwóch końcach zatoki. Potem do jaskini z posągiem Buddy, na przystań kutrów rybackich, bardzo piękne miejsca :)
Kupujemy tony owoców i cieszymy się nimi jak tylko możemy. Jak i rok temu, chadzamy na śniadanie na congee, najlepsze jakie jadłam w Tajlandii, a wieczorem na zupki, ryż z kurczakiem czy wieprzowiną lub oczywiście na owoce morza czy ryby.
We wtorek jedziemy już do Bangkoku a w środę wracamy do domu. Każde wakacje muszą kiedyś dobiec końca.












18 February 2015

Chiński Nowy Rok w Singapurze


Jutro mamy Chiński Nowy Rok, a w zasadzie powinnam napisać buddyjski :) Zaczyna się rok kozy :) Nowy Rok obchodzony jest w całej Azji południowo-wschodniej, gdzie dominuje religia buddyjska.
Co prawda wróciliśmy już z Singapuru do Tajlandii, ale chciałabym jeszcze jeden wpis poświęcić temu miejscu. W Singapurze większość mieszkańców to Chińczycy więc miasto jest pięknie udekorowane i czuć atmosferę świąt. W sklepach mnóstwo okolicznościowych gadżetów, dzielnica chińska tonie w dekoracjach i straganach gdzie dostać można wszystko. Trochę mi to przypominało atmosferę na naszych targach bożonarodzeniowych. Dominuje kolor czerwony, można kupić wszelakie gadżety, symbole przynoszące szczęście, dekoracje. A do tego słodkości, bo bez nich żadne święta nie istnieją, owoce, pyszne i bardzo drogie, orzeszki ziemne, włącznie ze specjalną odmianą, z czarną skórką w środku, importowaną z Tajwanu i wyjątkowo popularną właśnie w te święta. Jest też suszone mięso, rośliny ozdobne, w tym bazie :) Jest tego tyle, że nie wiadomo gdzie spojrzeć.
Ale nie każda dzielnica jest tak odświętnie przyozdobiona. Dzielnica indyjska i arabska wyglądają jak zawsze :) Oni obchodzą Nowy Rok wtedy kiedy my. Z ciekawych miejsc, odwiedziliśmy w Singapurze niesamowite olbrzymie oceanarium, które znajduje się na Sentosie. Otwarto je w zeszłym roku i ponoć jest największe na świecie z około 100 tysiącami wszelakich ryb :) Rzeczywiście robi wrażenie, cena biletu też :) Wybraliśmy się również na unikalną wystawę oryginalnych rysunków Leonarda da Vinci w Art Science Museum. Zbiór kilkunastu rysunków świetnie skomponowany jest w wystawie opowiadającej o olbrzymich zainteresowaniach Leonarda i o jego inwencjach technicznych. Spacerowaliśmy po różnych dzielnicach Singapuru, oczywiście obowiązkowo też zaliczyliśmy pokaz Światło i Dźwięk koło hotelu Marina Sands. Po naszym rujnującym kieszeń lunchu, reszta naszych posiłków była już zupełnie zwyczajna. Rano śniadanie w knajpce indyjskiej obok hotelu, lunch i kolacja w jednym z Food Courts - czyli takich centrów, gdzie można wybrać z kilkudziesięciu stoisk, specjalizujących się w różnorakich kuchniach i daniach. I tam można zjeść stosunkowo niedrogo :) Raz na lunch wybraliśmy się do najstarszego takiego obiektu w centrum miasta, jeszcze pamiętającego czasy kolonialne. 
A z ciekawostek, w tym roku Singapur obchodzi 50-lecie niepodległości :)

We are now back in Thailand but we felt we should write a little bit more about Singapore. It is now Chinese New Year (Lunar), and the year of the Goat is starting. In this part of Asia buddism is the predominant religion and is celebrated across many countries in this area. You will see from the photos that red is the predominant coulor which makes the whole area within Chinatown very very colorfull. You can buy literally everything associated with the celebrations, including clothes, toys, gadgets of every discription. New Year would not be the same without masses of different types of food inluding dry meats, fish, sweet buns, fruit, nuts. They had about 6-7 varietes of peanuts in their shells, one of which is only found during New Year and is grown especially in Taiwan. The nuts are black but taste much the same, to us anyway, to the ones you can get in Europe. While we were here we paid a visit to the recently opened SEA Life Center on Sentosa Island. It is the biggest in teh world and has over 100 000 fish which covers from the tinies little fish you can hardly see to full size sharks and manta rays. It is absolutely brilliant (but so is the entry price) but very well worth the visit and you can easily spend 2-3 hours wandering around. We also paid a visit to the Art Science Museum to see an exhibition of original drawings and notes of Leonardo da Vinci. This is the first time they have been seen in this part of the world. The exhibition was very well put together and included lots of models that had been made to the  da Vinci's specifications laid dow in his notes.
The Little India and the Arab Quarter were just the same as they normally are as they don't celebrate the Lunar New Year. We found near our hotel in Little India a nice small restaurant for breakfast of roti canai, and the other meals we had the various food courts. We even found time to have a meal in the oldest food court in Singapore which dates back to colonial times. All in all a pleasant if expensive little break.

Dzielnica chińska, pięknie udekorowana na Nowy Rok z masą straganów :)




Pozostałe dzielnice wyglądają zwyczajnie





Nasze codzienne śniadanie, roti canai, tutaj zwane roti paratha, indyjskie placuszki serwowane gorące z ostrym sosem curry.


I inne specjały jakich próbowaliśmy, tradycyjna chińska zupa, do której stała długaśna kolejka oraz pierożki na parze :)



Najstarszy Food Court w Singapurze, teraz otoczony biurowcami.


Mój ulubiony widok Singapuru


12 February 2015

Szalony lunch w Singapurze :)


Dojechaliśmy koniec końców do Singapuru :) I stało się, wybraliśmy się wczoraj na fantastyczny lunch do hotelu Marina Sands - ikony Singapuru. Hotel, w niesamowitym kształcie, powstał kilka lat temu, nocleg kosztuje tu majątek ale w cenie oczywiście jest wejście na basen który znajduje się na samej górze tego budynku. Oczywiście widoki są niesamowite :) My w hotelu nie mieszkamy, niestety, ale wybraliśmy się coś zjeść. Codziennie serwowany jest tu w największej restauracji w lobby hotelowym, bufet w porach posiłków i goście z zewnątrz też mogą skorzystać za odpowiednią opłatą. No nie jest tanio ale uważam, że obiad wart był tej ceny :)
Poszaleliśmy, nie powiem, aż do dziś do śniadania nic nie tknęłam :) Nawet nie bardzo miałam już wczoraj miejsce na dania gorące, tak zachwyciły mnie zimne przekąski, a głównie owoce morza. 
Bufet jest niesamowity, ogromny i jest tam wszystko. Od sushi, przez krewetki, małże, ryby, wędliny, oliwki, pasty, sałatki, zupy, makarony, wszelakie gorące dania z kuchni Azji i Europy aż do serów, słodkości i owoców. Nie sposób spróbować nawet części więc jak pisałam, ja skoncentrowałam się na tym co mi najbardziej smakuje. 
Do tego oczywiście nienaganna obsługa, bezszelestnie kręcąca się po sali i w mgnieniu oka zbierająca talerze, roznosząca napoje i będąca na każde skinienie. Jeśli ktoś wybiera się do Singapuru to gorąco polecam to miejsce :)))
Tak wygląda hotel :)

We flew to Singapore for a few days. A very modern, beautifully kept city, the second most expensive place in the world to stay. The faboulous Marina Bay area is dominated by the Marina Sands hotel with very expensive rooms, needles to say, we never stayed there. On the roof they have an infinity pool only for the hotel guests, but you can go on payment to the top to the viewing platform to admire the views. They have a daily buffes in a very smart restaurant in the hotel lobby which anybody can try. It is not cheap, nothing is in Singapore, but it is the most fabulous buffet I have ever seen and certainly a very good value for money. We had no breakfast on the day we decided to go and spent the full 2,5 hours when the lunch buffet is open. It had literally everything from all around the world. We were unable to sample everything but we still struggled to eat a selection of our favourite dishes, see photos. Aa you would expect from such a prestiogiuos hotel the service was superb and you only had to raise your had to have a waiter or waitress there at your elbow. Should any of you find yourselves in Singapore I can certainly reccomend the lunchtime buffet as an experience you will not forget.


A poniżej nasze szaleństwa :)))

Zaczęliśmy od sushi :


Potem ryby surowe :) Tuńczyk i łosoś oraz ośmiornica :)


I ryby wędzone, makrela, marlin i łosoś


Potem małże i krewetki :)


A na ciepło, parę plasterków pieczonej wołowiny z sosem i warzywkami :)
Na więcej nie miałam już siły :)


Potem sery z różnych zakątków Europy :)


I owoce ...


I na koniec desery :))) 
Próbowaliśmy różnych, jak tutaj i na samej górze wpisu :)


Nie obeszło się bez klasycznych deserów rodem z Anglii :)


I lodów na koniec :)


I jeszcze kilka fotem samego bufetu i wnętrza :)