11 December 2010

niezwykły ptasi stołownik


Od lat karmimy ptaki na balkonie. Już tak się sikorki do tego przyzwyczaiły, że cały okrągły rok zaglądają po nasionka słonecznika. Najwięcej ich przychodzi oczywiście zimą - dokarmiamy chyba całą okolicę, bo często około 20 małych sikorek skacze po balkonie i drzewie obok. Wpadaja też regularnie sroki, próbują uszczknąć nieco słoninki i świetnie się im to udaje. Zaglądają wróble po okruszki, parę razy widziałam rudzika a mój mąż ostatnio wypatrzył sójkę, choć ta tylko na chwilkę przysiadła. Dziś nie mogłam uwierzyć własnym oczom gdy na balkonie wylądował nam najprawdziwszy dzięcioł! To już drugi tak rzadki ptak jakiego w okolicy widzę, rok temu na działce wpadał dokarmiać się grubodziób. Fantastyczny ptaszek! I nie myślcie, że mieszkam gdzieś pod lasem! Mieszkam na osiedlu blisko centrum Krakowa. Fakt, za naszym osiedlem rozciąga się spory zaniedbany sad, tam widywałam dotychczas sójki i co roku w maju nasłuchuję wieczorami słowików. Ale dzięcioła z bliska widziałam tylko raz w życiu i oczywiście w lesie. Nasz niezwykły gość zasiadł na wiszącej na balkonie słonince i dobrych parę minut się zajadał aż coś go nagle spłoszyło i odleciał. Mam nadzieję, że wróci do nas jeszcze nie raz :-)
A poniżej nasi stali bywalcy czyli sikorki.



10 December 2010

pasta z wędzonej makreli z pomarańczą


Dziś na śniadanie gościła na naszym stole makrela. Robiłam już wczesniej pasty z makreli - taką zwyczajną oraz ze szczypiorkiem. Dziś dla odmiany wersja "świąteczna" bo z pomarańczą. Przepis wypatrzyłam w ostatnim wydaniu czasopisma "Country Kitchen". Zastanawiało mnie jak się będzie makrela sprawować w towarzystwie pomarańczy i okazało się że świetnie! Aromat pomarańczy jest delikatnie wyczuwalny ale nie dominuje podstawowego smaku czyli makreli, a sama pasta ma świeży, łagodny smak.

Pasta z wędzonej makreli z pomarańczą

1 duża wędzona makrela
5 łyżek świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
1 łyżka likieru Cointreau
skórka otarta z połowy dużej pomarańczy
2 łyżeczki świeżego soku z cytryny (dałam nieco więcej)
ok. 150 g kremowego serka np. Philadelphi
sól/pieprz

Makrelę obieramy ze skóry i usówamy wszystkie ości. Przekładamy do miski. Dodajemy sok z pomarańczy i cytryny i ugniatamy widelcem, dodajemy likier, otartą skórkę z pomarańczy oraz serek i mieszamy dokładnie widelcem. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Przykrywamy i wkładamy do lodówki. Gotowe!


7 December 2010

pomarańczowo-orzechowy chlebek - czyli jestem spowrotem!


Wróciłam po blisko miesięcznej przerwie. Muszę przyznać, że bardzo mi brakowało zaglądania do Durszlaka i odwiedzania Waszych cudownych blogów. Mam teraz tyle do nadrobienia! Ale wyjazd był ekscytujący, znowu odwiedziłam moje ukochane Indie i Nepal, chociaż tylko na dwa tygodnie to i tak było wspaniale. Udało mi się wrócić do dawnych smaków i tak na przykład u pana ze zdjęcia powyżej kupiłam torebkę pysznych słodyczy - barfi, białych prostokącików zrobionych na bazie mleka i cukru. To moje ulubione indyjskie słodkości! Zajadałam się też doskonałym samosami przygotowanymi przez pana poniżej:


Byłam w mojej ulubionej knajpce południowoindyjskiej w Agrze. Odkryłam ją podczas mojego pierwszego pobytu w Indiach, kiedy to mieszkałam w Agrze przez rok w czasie stypendium. Będąc studentką dysponowałam jedynie okrojonym budżetem i wyjście do Dasaprakash było zarezerwowane tylko na wyjątkowe okazje. Teraz oczywiście patrzę na nią zupełnie z innej perspektywy :-) 
Poniżej pyszna masala dosa z czatnejem kokosowym i sambarem.


Pochodziłam też po bazarach i mogłam nacieszyć oczy widokiem różnych owoców i warzyw u nas niestety niedostępnych.


Udało mi się też zrobić fotkę jak pan robi indyjskie chlebki ćapati (roti)


A na koniec tej krótkiej fotorelacji jeszcze dwa zdjęcia handlarzy z Patanu w Kathmandu :-)


Cóż można napisać o Indiach w paru zdaniach? No chyba tylko to, że to kraj ogromnych kontrastów i pomimo niesamowitego wzrostu gospodarczego (widocznego jedynie w największych miastach) to cała reszta kraju specjalnie się przez ostatnie lata nie zmieniła. To kraj, gdzie kobiety są kolorowe i zachwycające a mężczyźni generalnie dosyć szarzy i mało widoczni. W końcu Indie to też kolebka rewelacyjnej kuchni, o tak wielu obliczach. 
Zapraszam do oglądnięcia zdjęć z mojego poprzedniego wyjazdu w te rejony na moim blogu "Z daleka i z bliska". Zdjęcia z tego wyjazdu też postaram się niedługo wrzucić.
A po tych pełnych wrażeń dwóch tygodniach wróciłam do domu dosłownie na jeden dzień, przepakowałam walizki i poleciałam jeszcze na tydzień na "Wyspę", by wraz z mężem odwiedzić rodzinę i znajomych. Tam zaskoczyła mnie zima!!! Jak zwykle nie oparłam się pokusie i znowu kupiłam kolejną książkę kucharską - tym razem padło na Gordona R. i jego indyjskie przepisy :-) Postaram się wkrótce coś z tej książki upichcić. 
I w końcu wróciłam do domu parę dni temu z przeziębieniem. Od wczoraj próbuję uporządkować sprawy, które czekały na mnie od blisko miesiąca i wracam powoli do normalnego życia oraz do mojego zaniedbanego bloga!
Na koniec chciałabym podzielić się z Wami prostym i szybkim przepisem na chlebek pomarańczowo-orzechowy, który znalazłam w ostatnim wydaniu czasopisma "Country Kitchen". Przepis jest banalnie prosty a ciasto smakuje wybornie! To taka moja kulinarna zapowiedź nadchodzących Świąt :-)


Chlebek pomarańczowo-orzechowy

350 g mąki pszennej
3 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia (myślę, że wystarczyłyby dwie)
1 płaska łyżeczka sody
szczypta soli
skórka starta z 1 dużej pomarańczy
175 g cukru
175 g orzechów włoskich
1 duże jajko lekko rozbełtane
100 ml soku z pomarańczy (najlepiej świeżo wyciśniętego)
90 ml roztopionego masła
100 ml wody

Nagrzewamy piekarnik do 190 C. Przygotowujemy foremkę jak na chleb (11x22 cm). 
Do miski przesiewamy mąkę, proszek do pieczenia i sodę. Dodajemy sól. Skórkę otartą z pomarańczy mieszamy z cukrem i dodajemy wraz z orzechami do mąki. W osobnym naczyniu mieszamy jajko, sok z pmarańczy, wodę i roztopione masło. Wlewamy do pozostałych składników i dokładnie mieszamy. Przekładamy do foremki i wkładamy do nagrzanego piekarnika. 
Pieczemy ok. 45-50 minut (należy sprawdzić patyczkiem). W razie potrzeby przykrywamy na ostatnie 10-15 minut by się nam wierzch zbytnio nie przypiekł. Podajemy po ostudzeniu.
Smacznego!

9 November 2010

waniliowy deser z tapioki


Dzisiaj mała odmiana, tym razem chciałabym zachęcić Was do wypróbowania tapioki! Już kiedyś jadłam ale było to dawno temu więc jak miałam okazję kupić torebkę tapioki - nie wahałam się ani chwili. Deser sam w sobie nie jest jakiś wykwintny czy nie z tej ziemi - smakuje jak nasz budyń, ma też zbliżoną konsystencję ale jak dla mnie bardzo dobry na chłodne jesienne wieczory :-)
Tym słodkim przepisem będę się z Wami żegnać na blisko miesiąc :-(  Wyjeżdżam najpierw na dwa tygodnie (o tym po powrocie) a potem jeszcze na tydzień - na Wyspę. Obiecuję powrócić z ciekawymi przepisami!

Waniliowy deser z tapioki
(dla 4-6 osób)

125 g tapioki
750 ml mleka (więcej w razie potrzeby)
szczypta soli
15 g masła
4-5 łyżek cukru (do smaku jak kto lubi)
1-2 łyżeczki esencji z wanilii

Płuczemy tapiokę na sicie pod bierząca wodą i umieszczamy w rondlu.alewamy mlekiem i zostawiamy by napęczniała na 1 godzinę. Następnie zagotowujemy i gotujemy na małym ogniu przez około 1 godzinę. W razie potrzeby, gdyby konsystencja była zbyt gęsta - dolewamy nieco mleka, ale generalnie deser ten powinien byc dosyć gęsty. Zdejmujemy z ognia, dodajemy masło, cukier, małą szczyptę soli, esencję waniliową i mieszamy. Podajemy deser od razu - gorący!

7 November 2010

krem z brukwi i marchewki z boczkiem


Coś bardzo jesiennie zrobiło się ostatnio na blogu ,a to za sprawą ostatnich jesiennych propozycji - zup, które goszczą u nas o tej porze roku bardzo często. Żeby nam się nie znudziło, szukam różnych nowych pomysłów i tak powstała właśnie ta zupka. Mój mąż przyniósł z działki brukiew (wiem, że to może nie jest jakieś modne u nas warzywo ale za to jakie fajne :-), do tego miałam kilka marchewek w lodówce i trochę boczku i proszę - wyszła naprawdę rewelacyjna zupa! Ogromnie nam smakowała i gorąco polecam do wypróbowania. No i do tego teraz kiedy mamy krótkie i szare dni - to jak słońce na talerzu!


Krem z brukwi i marchewki z boczkiem

500 g brukwi
500 g marchewek
1 cebula
2 łyżki masła
1 - 1 i 1/2 litra wywaru drobiowego lub warzywnego
sól/pieprz
150 g wędzonego boczku

Boczek kroimy w małą kostkę. Rozpuszczamy 1 łyżkę masła w rondlu i smażymy boczek. Wyciągamy i odkładamy na bok. Dodajemy resztę masła i cebulę pokrojoną w kostkę. Smażymy aż się zeszkli. Dodajemy obrane i pokrojone w niedużą kostkę marchewki i brukwie i smażymy mieszając przez kilka minut. Zalewamy następnie wywarem i gotujemy aż warzywa zmiękną. Miksujemy w blenderze i doprawiamy solą i pieprzem. Podajemy z podsmażonym wcześniej boczkiem. Palce lizać!

1 November 2010

aromatyczna zupa-krem z pasternaków z dodatkiem curry



Nadeszła ta pora roku kiedy zaczynamy delektować się częściej zupami. Nie ma to jak talerz aromatycznej, gorącej zupy na obiad. Ostatnio gościł u nas barszcz ukraiński, a wczoraj bardzo smaczna, delikatnie słodka, lekko pikantna zupa-krem z pasternaków z dodatkiem przypraw curry, kurkumy i kminu. Zupa jest cudownie kremowa i gęsta i ma do tego piękny kolor :-)
Tak więc zachęcam wszystkich do spróbowania!
Pasternak można u nas dostać dosyć łatwo, najczęściej sprzedawany jest jako pietruszka. Ale wystarczy popytać sprzedawców i wskażą właściwe warzywko (raz nawet kupiłam pasternak u nas w Tesco).

Zupa krem z pasternaków z curry
100 g masła
ok. 1 kg pasternaku
1 cebula
1 ziemniak
1 łyżka przyprawy curry (medium)
1 łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki kminu
1,5 litra wywaru warzywnego lub drobiowego
150 - 200 ml śmietanki 18 %
sól/pieprz
posiekana świeża natka pietruszki

Rozpuszczamy w rondlu masło, podsmażamy chwile posienaką cebulę, dodajemy obrane i pokrojone w kostkę pasternaki i ziemniak oraz przyprawy: curry, kurkumę i kmin. Podsmażamy na średnim ogniu mieszając co chwilę - przez około 10 minut. Zalewamy wszystko wywarem i gotujemy aż warzywa będą miękkie. Całość miksujemy blenderem i na koniec doprawiamy solą i pieprzem oraz dodajemy śmietankę. Zupę podajemy gorącą, posypaną natką pietruszki. Gotowe! Smacznego :-)


30 October 2010

barszcz ukraiński w mojej wersji


Jesień to idealna pora na rozgrzewające zupy. Jedną z naszych ulubionych jest barszcz ukraiński. Tym razem to moja wersja tej pysznej zupy :-) Nie chwaląc się - bardzo się udała! Zapraszam więc wszystkich do wypróbowania, z pewnością nie pożałujecie!

Barszcz ukraiński

3-4 średnie buraki
3 marchewki
4 nieduże ziemniaki
1 średnia cebula
duży kubek suszonej fasoli 
1 litr wywaru drobiowego lub warzywnego
1 łyżka masła
ok. 200 ml śmietany 18 %
świeża natka pietruszki
sól/pieprz
1-2 łyżki świeżego soku z cytryny

Najpierw moczymy fasolę w zimnej wodzie przez około 24 godziny. Gdy napęcznieje, gotujemy aż do miękkości. Odcedzamy. 
Obieramy cebulę, siekamy i podsmażamy na maśle w rondlu aż się lekko zeszkli. Dodajemy pokrojone na półplasterki marchewki (obrane oczywiście) i pokrojone w kostkę ziemniaki. Chwilę podsmażamy stale mieszając. Dodajemy obrane i pokrojone w kostkę buraki, całość zalewamy wywarem i gotujemy aż do miękkości. Przyprawiamy solą i pieprzem, dodajemy ugotowaną fasolę, śmietanę i na koniec sok z cytryny. Przed podaniem posypujemy posiekaną natka pietruszki! Gotowe!



23 October 2010

brusznice i żurawina do mięs i serów


Z małym opóźnieniem chciłabym napisać dziś kilka słów o przetworach. Nie wyobrażam sobie by nie mieć w domu paru słoiczków brusznic (tak w Krakowie nazywamy to co w innych częściach Polski nazywa się borówkami - o ile się nie mylę). Kilka tygodni temu znowu uległam więc pokusie spacerując po Kleparzu i kupiłam najpierw żurawinę a kilka dni potem brusznice. Przygotowuje się je szybko, a jak potem rewelacyjnie smakują z mięsem czy z serem!!!
Przygotowałam wersje podobne - do żurawiny (w słoiczku po prawej) dodałam jabłek, a do brusznic (w słoiczku po lewej) gruszek. Miałam trochę problem z nazewnictwem angielskim - nie jestem do końca pewna jak przetłumaczyć brusznice - napisałam "wild cranberries" - co nie jest pewnie prawdą. A jeśli ktoś się dziwi czemu podpisuję przetwory po angielsku to wyjaśniam - mój mąż nie zna zbyt dobrze polskiego i chcę mu ułatwić życie gdy będzie czegoś szukał podczas mojej nieobecności :-)

Żurawina

1 kg żurawiny
3 jabłka
2 łyżki soku z cytryny (opcjonalnie)
400 g cukru

Żurawinę najpierw dokładnie umyłam. Następnie wsypałam do rondla, dodałam obrane i pokrojone w małą kostkę jabłka, dolałam 1/2 szklani wody i powoli zagotowałam. Dodałam następnie cukier i sok z cytryny i gotowałam ok 15-20 minut - do uzyskania odpowiedniej gęstości. Przełożyłam do wyparzonych suchych słoików, zakręciłam i zostawiłam do wystygnięcia. Gotowe!

Brusznice

1 kg brusznic
2 duże twarde gruszki
1-2 łyżki soku z cytryny (opcjonalnie)
400 g cukru

Podobnie jak z żurawiną - najpierw dokładnie umyłam i przebrałam z listków. Wrzuciłam do rondla wraz z pokrojoną na małą kostkę (obraną) gruszką. Dolałam pół szklanki wody i zagotowałam. Dodałam cukier i gotowałam ok 15-20 minut aż uzyskałam odpowiednią konsystencję. Gorące przełożyłam do wyparzonych, suchych słoiczków. Zakręciłam i zostawiłam do wystygnięcia. Gotowe!

Wielkie Święto Żurawiny

16 October 2010

WBD 2010 - Semolina (Durum) Bread / chleb z semoliny


W tym roku na World Bread Day wybrałam prosty chleb z semoliny - oczywiście mojego ulubionego piekarza - Jeffreya Hamelmana. Tym razem to chlebek jedynie na drożdżach (mój zakwas nieco zaniedbany wyleguje się w lodówce). Zupełnie bezproblemowy, pięknie wyrastał i ma pyszną chrupiąca skórkę. Spora jego część zniknęła w tajemniczych okolicznościach zanim zdążył dobrze wystygnąć (no dobrze - okoliczności nie były aż tak tajemnicze, po prostu rzuciliśmy sie na niego wygłodniali :-)). 

World Bread Day 2010 (submission date October 16)

For this year edition of World Bread Day I chose a simple but very delicious bread from my favourite book "Bread" by Jeffrey Hamelman. What to say more? Half of it was gone before it cooled properly :-) It has good texture, delicate flavour and great crispy crust. 

Semolina Bread / chleb z semoliny
sponge:
100 g semolina
100 g mąki pszennej chlebowej / bread flour
140 g wody / water
6 g świeżych drożdży / fresh yeast
10g cukru / sugar

ciasto właściwie / final dough:
150 g semolina
150 g mąki pszennej chlebowej / bread flour
170 g wody / water
9 g soli / salt
15 g oliwy z oliwek / olive oil
sponge

Mieszamy dokładnie składniki na sponge, przykrywamy i zostawiamy na ok. 1 i 1/4 godziny. Sponge jest gotowy gdy prawie zaczyna się zapadać.
Mix all the ingredients untill evenly incorporated. Cover and leave for approx. 1 1/4 hrs. It is ready when nearly on the verge of collapse.

Mieszamy wszystkie składniki i wyrabiamy aż zaczniemy wyczuwac rozwinięty gluten (w mikserze 3 min na 1 prędkości i 2 i 1/2 do 3 min na drugiej prędkości). Ciasto powinno mieś średnią konsystencję.
Mix all the ingredients. In a spiral mixer mix on teh first speed 3 minutes, the on the second speed for 2 1/2 to 3 minutes. Dough should be of medium consistency with preceptible gluten development.

Pierwsze wyrastanie / bulk fermentation - 1 1/2 godziny / hrs
Składamy ciasto raz po 45 minutach / Fold the dough after 45 minutes.

Formujemy chleb wstępnie, kładziemy złączeniem do góry na stolnicy, przykrywamy oi zostawiamy na 10-20 minut. Po tym czasie formujemy chleb. Przekładamy do koszyka i przykrywamy.
Preshape lightly and place seams up covered for 10-20 minutes. Then shape it into tight loaf and place in bannetons. Cover.

Drugie wyrastanie / final fermentation: 1 - 1 1/4 godziny / hours

Chleb pieczemy w piekarniku nagrzanym do 240 C, z parą - około 35 minut.
Bake in the preheated and presteamed oven - 460 F / 240 C for approx. 35 minutes

Studzimy na krace / cool on th cooling rack.

14 October 2010

WP # 89 - maślane bułeczki Hamelmana


Bułeczki które zaproponowałam w tej edycji WP gotowe. Ja zawsze wyszły miękkie i pachnące. Tym razem posmarowałam je przed pieczeniem mlekiem i szczerze mówiąc nie widze różnicy. Sa tak samo rumiane i delikatne.
Poniżej jeszcze gorące - prosto z pieca!
Połowy już nie ma... ;-)



13 October 2010

Zaproszenie WP # 89



Witam serdecznie wszystkich piekarzy i piekarki :-) W tym tygodniu to mnie przypadł zaszczyt gospodarzenia Weekendowej Piekarni i już od dłuższego czasu zastanawiałam się co zaproponować. Dylemat wziął się stąd iż jak pewnie wiecie 16-ego października przypada Międzynarodowy Dzień Chleba i wiele/wielu z nas będzie chciało zaprezentować w ten dzień jakiś specjalny wypiek. Pewnie też nie każdy może piec w tygodniu (ze względu na obowiązki) - a dwa chleby w weekend to może być dla wielu zbyt dużo (pieczywa nie wysiłku ma się rozumieć ;-)). Stąd mój wybór padł na bułeczki. Nie byle jakie bułki ale bułki samego mistrza Hamelmana. Kto zagląda do mnie czasem to już się z nimi spotkał - upiekłam je przed wakacjami i do dziś nie mogę odżałować, że tak późno je odkryłam! Bułki są mięciutkie, lekkie, puszyste i jak smakują!!! Do tego szybko się je robi, świetnie się mrożą i po rozmrożeniu smakują równie dobrze. Stały się u nas bułkami numer jeden i nie ma prawie tygodnia żebym ich nie piekła. Tak więc po tym przydługim wstępie zapraszam do przestudiowania przepisu i życzę wszystkim udanych wypieków!!!

Miękkie maślane bułeczki

750 g mąki chlebowej
345 g wody
1 jajko (ok. 75 g)
60 g masła (temp. pokojowa)
45 g cukru
38 g mleka w proszku
15 g soli
38 g świeżych drożdży

Mieszamy wszystkie składniki i dobrze wyrabiamy - aż uzyskamy średnio rozwinięty gluten. Ciasto powinno być gładkie i elastyczne. Zostawiamy w misce pod przykryciem na 1 godzinę.
Dzielimy ciasto na 15 równych kawałków po ok. 90 g każdy (według J.H. na 12 - większych), formujemy okrągłe bułeczki i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia - zostawiając niewielkie odstępy między sobą. Przykrywamy i zostawiamy do wyrośnięcia - aż podwoją objętość - ok. 45 minut. 
Przed pieczeniem smarujemy po wierzchu rozpuszczonym masłem. Jeśli chcemy uzyskać bardziej chrupiąca skórkę to możemy posmarowac mlekiem zamiast masła.
Pieczemy w 200 C przez 15-18 minut - aż się zrumienią. Po wyjęciu z piekarnika ponownie smarujemy wierzch roztopionym masłem. Ja powiem szczerze już niczym ich nie smaruję, lubię gdy skórka jest nieco sztywniejsza. 
Bułki studzimy na kratce. Gotowe!
 
 
Uwaga - bułki niebezpiecznie szybko znikają po upieczeniu ;-)

10 October 2010

jajecznica z kurkami


Kilka dni temu przechodząc przez Kleparz nie mogłam się po prostu oprzeć i musiałam kupić nieco kurek. Do tego zaraz obok starsza kobieta sprzedawała jajka prosto z koszyka, czyli od wolno biegającej kury, no i jak tu nie poszaleć! Na obiad mielismy pyszną jajecznicę z kurkami, aromatyczną i pachnącą. Nie muszę chyba nikogo zachęcać. Ci co już jedli wiedzą a ci co nie znają niech żałują ;-)

Jajecznica z kurkami
dla 2 osób

250 g świeżych, małych kurek
4 jajka
2 łyżki masła
sól/pieprz

Najpierw delikatnie oczyszczamy kurki. Grzybów zasadniczo nie powinno się myć w wodzie bo nasiąkają jak gąbka ale w przypadku kurek to dosyć trudne. Grzybki te zazwyczaj są dosyć zabrudzone i ja najpierw usuwam co mogę palcami a potem szybko płuczę pod bieżącą wodą. Większe grzybki kroję na połówki.
Na patelni rozgrzewam masło, smażę grzyby aż wyparuje płyn. Zdejmuję na talerzyk i po dodaniu na patelnię jeszcze odrobiny masła smażę jajecznicę. Doprawiam solą i pieprzem i pod koniec smażenia dodaję grzybki. Wszystko mieszam i gotowe! Smacznego!

Jest to moja propozycja do akcji "Grzybobranie"

9 October 2010

curry z trombetty


W maju dostałam od znajomej z Włoch kilka torebek z nasionami, a wśród nich nasiona trombetty. To bardzo oryginalne warzywko jest z rodziny dyniowatych, a w zasadzie to kuzynka zwykłej cukinii. Nazwę zawdzięcza kształtowi i osiąga imponujące rozmiary! Nasz rekordowy egzemplarz miał 93 cm długości :-). Ale najlepiej zbierać trombetty gdy są ok 25-30 cm długości. Mają bardzo delikatny smak i nie rozgotowywuje się tak szybko jak cukinia. Idealne warzywko do duszenia. Ja przerabiałam nasze trombetty na różne sposoby, kilka skończyło jako curry, część smażyłam, nawet piekłam.
Poniżej nasz rekordowy egzemplarz :-)


W zeszłym tygodniu przerobiłam nasze ostatnie trombetty na moją wersje curry i muszę się przyznać nieskromnie, że curry wyszło wyśmienicie-  jedno z najlepszych jakie udało mi się ugotować.

Curry z trombetty (lub cukinii)
3 średnie cukinie/trombetty
3-4 średnie cebule posiekane
4 ząbki czosnku
ok. 500 g pomidorów obranych ze skórki i pokrojonych w kostkę
ghee/olej
1 duży pojemnik (500 ml) gęstego jogurtu naturalnego (użyłam jogurtu greckiego)
przyprawy:
2 łyżeczki mielonek kolendry
1 łyżeczka mielonego imbiru
1/2 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki przyprawy curry łagodnej
1/2 łyżeczki garam masali
1/2 łyżeczki chilli mielonego (można dac więcej oczywiście, tym razem przygotowałam wersję łagodniejszą)
1/2 łyżeczki mielonego kuminu
1 łyżeczka całych zieren kminu
1 łyżeczka ziaren żółtej gorczycy
1 łyżeczka ziaren kozieradki
sól

W dużym rondlu rozgrzałam ghee, wrzuciłam nasiona kminu, gorczycy i kozieradki aż zaczęły się rumienić. Dodałam wówczas cebule, smażyłam mieszając aż się zeszkliła. Dodałam pozostałe przyprawy i smażyłam mieszając około 2 minut. Dodałam posiekane pomidory i czosnek. Smażyłam na małym ogniu pod przykryciem do uzyskania gęstego sosu (w razie potrzeby dodajemy nieco gorącej wody). Dodajemy pokrojone w kostkę trombetty/cukinie (ok 1-2 cm kawałki), mieszamy i dusimy pod przykryciem do miękkości (mieszzamy co kilka minut). W razie potrzeby podlewamy odrobiną wody. Pod koniec gotowania dodajemy jogurt, mieszamy, zagotowujemy i gotowe!
Najlepiej podac z ryżem oraz chutneyem. Pyszne!
Jest to moja propozycja do Festiwalu Kuchni Indyjskiej .

7 October 2010

market w Chester


Jak ostatnio już pisalam, wybraliśmy się w zeszłym tygodniu w niespodziewaną podróż do Anglii. Polecieliśmy zakedwie na kilka dni i bardzo sie cieszę, że udało nam się wygospodarować jeden dzień na zwiedzanie. Pogoda nam dopisała, świeciło słonce i było przyjemnie ciepło. Wsiedliśmy do pociągu i juz po pół godzinie byliśmy w Chester, uroczym miasteczku, o bardzo długiej historii sięgającej zamierzchłych czasów. Najstarsze zabytki pochodza z okresu antycznego, a samo stare miasto otoczone jest średniowiecznymi murami, po któtych można spacerować i podziwiać widoki miasta z nieco innej perspektywy. Zachwyciły nas ulice, domy, charakterystyczne arkady na poziomie pierwszego piętra, które umożliwiały handel na dwóch poziomach - ulicy i piętra. Do tego przepiekna katedra. No i mnóstwo uroczych małych sklepików i zakamarków. Zdecydowanie jedno z najładniejszych miast w Anglii jakie widziałam. Nie omineliśmy oczywiście targu (krytego), bo oboje uwielbiamy oglądac stoiska z serami, mięsem, rybami czy warzywami. Akurat tam część spożywcza nie była bardzo duża ale i tak trudno było przejść obojętnie koło tylu delikatesów, których u nas się nie uświadczy. Niestety byliśmy ograniczeni ilością bagażu więc udało mi się zaopatrzyć jedynie w kilka artykułów (z myślą o Świętach Bożego Narodzenia) i już musieliśmy wracać.


A poniżej moja słabośc, czyli pyszne angielskie sery!


A z kolei mój mąż nie jest w stanie przejść obojętnie koło stoiska z rybami :-)

3 October 2010

ciasteczka z mahlebi


Właśnie wróciliśmy z niespodziewanego wyjazdu do Anglii. W sumie smutne okoliczności - pogrzeb przyjaciela mojego męża, mieliśmy też parę dni żeby coś zwiedzić, ale o tym w następnym poście jak już ogarnę nieco zdjęcia. Dziś chciałabym napisać parę słów o mało znanej przyprawie - mahlebi. Jest to zasadniczo ziarenko znajdujące się w pestce pewnego gatunku wiśni z Bliskiego Wschodu. Ma ok. 5 mm długości i brązowy kolor. Najlepiej jest mieć ziarenka w całości ,gdyż przyprawa ta zmielona szybko traci aromat (najlepiej zemleć tuż przed użyciem). Mahlebi ma długą historię, używane były już w czasach antycznych, zwłaszcza na terenie Turcji, jako dodatek do chlebów, ciast i ciasteczek. Nam udało się kupić mahlebi już jakiś czas temu w Egipcie na targu, w Polsce chyba niestety nie do dostania.
Przepis na ciasteczka z mahlebi znalazłam w książce "Cooking with Spices":



Ciasteczka z mahlebi

85 g masła
85 g smalcu
1 jajko
80 ml ciepłej wody
1 łyżka zmielonych świeżo ziarenek mahlebi
340 g mąki pszennej
10 g proszku do pieczenia (myślę, że można dać nieco mniej)
115 g cukru (drobnego)
szczypta soli.

W malakserze miksujemy masło ze smalcem. Mieszamy jajko z wodą i połowę dodajemy do tłuszczu, miksujemy. Dodajemy następnie wymieszane - mąkę, cukier, proszek do pieczenia, mahlebi oraz sól i mieszamy z tłuszczem po czym zagniatamy ciasto. Wkładamy zawinięte w folię spożywczą do lodówki na ok. 30 minut.
Następnie wałkujemy placek grubości ok. 5 -6 mm i wykrawamy ciasteczka (wzór według uznania). Układamy je na blasze przykrytej papierem do pieczenia i smarujemy po wierzchu pozostałym jajkiem rozbełtanym z wodą. Pieczemy ok. 30 minut w 180 C. Studzimy. Gotowe.
Ciasteczka należy przechowywać w szczelnym pojemniku.